| < Sierpień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
O autorze
RSS
wtorek, 03 lipca 2012

...czyli lumpeks w moim wykonaniu. Już tracę nadzieję, że wrócę do mojej wagi, więc postanowiłam zrobić garage sale! Tylko kurka nie mam garażu;P

Dzisiaj się zirytowałam, konkretnie. Bo jem i jem, a waga ani drgnie. A naprawdę jem, konkretnie. Magiczna granica 50kg ciągle nie przekroczona. A nawet robię mięśnie na stepperze, żeby przymasować. Wywaliłam z szafy całe moje odzienie i wszyściuchno wisi... Do każdych spodni mogę włożyć 2 ręce i ciągle mam luz... Dlaczego nikt mnie uprzejmie nie powiadomił, że byłam tak opasła? Niektóre rzeczy i tak zostawiłam choć są za duże, gdyż iż i azaliż jestem chomikiem, tak wiem, i mam sentyment do ubrań;)

I teraz dylemat. Oddałabym kumpelom, ale się obrażą jak to baby, no bo jak? Uważasz, że jestem grubsza? No wiesz! Już słyszę to echo. Tych niefochujących o rozmiarze 36 zapraszam do mojej przymierzalni;) A jeśli macie coś XS albo dziewczynka lat 12 też chętnie przyjmę - pan bóg kazał się dzielić u know;)

19:42, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 czerwca 2012

Żeby się wczuć, trzeba włączyć muzyczkę:



Czuję się naprawdę dobrze. Moje ying yang is back najwidoczniej.

Siedzę sobie w domu no i gotuję. Kroję. Piekę. Rozpuszczam się do cna. Spełniam wszystkie moje zachcianki. Wczoraj była home made tortilla with da chicken. A jutro chyba machnę sobie kuskus z tuńczykiem - najszybsze jedzenie na świecie. Chociaż nie, omlet jest szybszy;] Posadziłam zioła - pietruszkę, bazylię i szczypior. Ciekawe czy wyrośnie owoc na mojej ziemi;] I fajną mam doniczkę - biodegradowalną, podobno jak się włoży do ziemi to się rozpuści. Jasssne. Pewnie tak jak plastik, z czasem;P

Zrobiłabym dżem, ale primo nie mam słoików, a secundo nie mam dużego garka. Może ktoś pożyczy? Odwdzięczę się pełnymi słoiczkami z dżemem;]

Powinnam znaleźć sobie robotę sensowną, nie a'la kura domowa. Eh jak na razie chyba nie ma innej opcji. Śmiejcie się, ale chcę z powrotem na uczelnię. Chcę co tydzień koło z 10 000 durnych słówek. Chcę się uczyć drzew po angielsku i 60 rodzajów dywanów po persku. Chcę łacinę. Chcę pisać od prawej do lewej. Co nieprawdopodobne, chcę zapisywać słowa fonetycznie. Me lovin' it so much. Chcę słuchać mądrości mojego promotora, który ma rozbieżola i nie wiem nigdy czy się patrzy na mnie, czy na kogoś innego. 

Chcę skoczyć z pomostu do wody i zepsuć idealnie płaską taflę jeziora;) Chcę pomykać w letniej sukience i japonkach. Chcę gofra z cukierem puderem. No i chcę na Hawaje;)

Big up yourself & keep it real - jak mówi Ali G;)

Acha! I chcę pogrzeb na wodzie jakby co!

13:40, dotiblox
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 czerwca 2012

Dzisiaj mnie wzięło na refleksje po wizycie na moim ulubionym oddziale. Ten blog nie miał być do biadolenia. Dzisiaj się jednak nie obejdzie. Eh wybaczcie. Czasem trzeba jak gorzej;]

Wszystkich moich kumpeli ze szpitala, z którymi się jakoś bardziej zżyłam, już nie ma. A pani w ciąży, którą dopingowałam, żeby nic u niej nie znaleźli, ma 100% blastów, cały szpik zajęty przez rakelę. 0 szans. A ja? Mój przeszczep przeniesiony został na sierpień. Ze względu na Lucjana wyrostek. Przeprowadziłam też małą analizę SWOT a'la Doti:

Mam 24 lata.

Ważę 49,5 kg w ciuchach nie będąc na czczo.

165cm wzrostu.

Nie skończyłam studiów. Mam jeszcze do napisania mgrkę i licencjat.

Mam ostrą białaczkę szpikową.

7% rakelli. Moje ulubione liczby to: 13, 33, 34 i 114 - fenotyp komórek w szpiku, których nie chce mieć.

Przeszłam jedną chemioterapię indukcyjną "3+7".

Przeszłam sepsę.

Przeszłam grzyba w płucach.

Przeszłam gorączkę neutropeniczną.

Przeszłam żółtaczkę.

Przeszłam rzyganie i zielone biegunki.

Przeszłam neuralgię międzyżebrową.

Przeszłam laparatomię.

Przeszłam eksperymentalną terapię w komorze hiperbarycznej.

Przeszłam 8 biopsji, 6 tomografów, 4 rezonanse magnetyczne.

Przeszłam kryzys siedząc w szpitalu w święta, sylwestra i inne dni, w których trzeba być wśród bliskich.

I kurde blaszka przejdę też przeszczep! A boję się jak cholera. Niczego bardziej się nie bałam do tej pory.

 

 

PS

Mam też super terapeutę, którego nie oddam nikomu;)

22:36, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 czerwca 2012

* Nie może być normalnie, jak to u mnie;) W sob o 1 w nocy mojemu dawcy wycięli wyrostek. Od 2 dni narzekał, że boli go brzuch i wszystko zwracał. Myślałam, że się otruł, bo to czeko-dziecko je wszystko co słodziutkie i czekoladowe, a tu bum! Najlepsze jest to, że mój tato miał to samo w jego wieku - ech te geny;] Dobrze, że laparoskopowo, bo ma tylko 2 dziurki w brzuchu, a nie jak siostra ultrasexy dziarę na pół brzucha. I dobrze, że teraz a nie tydz przed przeszczepem! Zatłukłabym ciapkę;)

* Żeby nie wyglądać jak mały chłopczyk, uznałam, że muszę się malować. Chociaż oko;] i mam dość tego: "proszę pana, o przepraszam pani...". I nie, nie zostanę przy tej fryzurze! Choć praktyczna i niby tak mi ładnie...;P

* Najlepsze jest to, że jak myje głowę to i tak walę tego szamponu, tyle co kiedyś na moje długie kudły. Normalnie więcej szamponu niż włosów. To już chyba w mózgu zakodowane;]

* Dawno nie tańczyłam, a mam taką ochotę;] No ale jak... Gdzie etc...

* Przez rok nie kupiłam sobie żadnych ubrań ani kosmetyków. No nie licząc piżam, dresów, skarpet i innych rzeczy do szpitala. Jak skończy się ta impreza, to wydam cały mój majątek, bo takie zaległości w mojej szafie;) Cieszę się, że już nie mam rozmiaru "dziewczynka lat 12" tylko weszłam w XS, szaleństwo:)

* Na moje łóżko jak wychodziłam ze szpitala przyszła kobieta... w ciąży. Jakoś nic mnie tak nie rusza jak właśnie taki przypadek. Dlatego na bank nie pójdę na film o Agacie Mróz! Bym zapłakała całe kino. W każdym razie od razu jak przychodzi "świeżak" albo jakiś ciekawy przypadek to rzucają się na niego studenci;] Tak było i tym razem, z tym że przyszli nejtiwi;] Mój ulubiony doktorek B musiał wyjść, więc mówi "Dorotka tłumacz im panią!". A te głąby bez taktu i wyczucia sytuacji pytają się jej, czy ktoś miał w rodzinie już białaczkę i czy zdecyduje się urodzić dziecko - tego nie przetłumaczyłam. Zamiast tego spytałam się, czy ma dziecko. Ominęłam też to, że podejrzewają u niej ostrą białaczkę szpikową (to co ja mam;)) i, że jak nie wyrazi zgody na chemię to szacują 4-6 miesięcy... Myślę sobie - ja jej tego nie powiem. Na pewno nie pierwszego dnia jak ma łzy i przerażenie w oczach.

* Leżałam też z babeczką, która miała gorączkę neutropeniczną. Ech też to miałam;) ale gorzej jest patrzeć jak ktoś się męczy. To jest taka gorączka cykliczna, bo o tej samej porze każdego dnia i z dreszczami. Może inaczej, z telepaniem;] Pamiętam jak budziłam się o 3 w nocy, bo było mi zimno w uszy;] a potem w nogi i ręce, no i całą resztę;] pijesz ciepłą herbę, chowasz głowę pod kołdrę, zawijasz się w kłębek i nic... ciągle zimno. Jak zaczyna telepać, to ciężko wyciągnąć rękę spod kołdry, bo tak zimno, ale w końcu przyjdzie pielęgniarka, da pyralginę i hydrokortizol na drgawki. Dlatego biedna pani K bluzgała "Jebane neutrofile,dlaczego nie rośniecie?"

Tyle.

11:19, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 czerwca 2012

Idę od razu na przeszczep! "Darują" mi 2 chemie, które podobno mi się "należą". Termin mam jakoś w lipcu, więc do tej pory puszczają mnie do domu, żebym się wzmocniła;D Ogólnie nie biegam jeszcze po dzielni, czuję się jako tako zdrowa, ale cichy zabójca nie śpi... Zdrowy człowiek ma do 5% blastów (młodych komórek w szpiku), a mi to szajstwo przez pół roku wzrosło do 7%. Od 20% jest białaczka. Także uznali, że mam chorobę cząstkową, co nie wyklucza przeszczepu. Paradoksalnie, żeby można było przystąpić do przeszczepu trzeba być idealnie zdrowym, bo przed nim dostaje się chemię, która standardowo jedzie po wszystkim i jest się po niej niejako pustym - 0 układu immunologicznego. Dlatego wsadzą mnie do izolatki, ale może o tych uroczych okolicznościach, jakie mnie czekają, napiszę później. 

Mam dawcę;) mojego młodszego brata Lucjana, tego który niby jest do mnie bardziej podobny. Wydawało mi się to trochę za proste - jesteś podobny, to masz podobne geny - a jednak true true;) Ma ciotka trochę stresa, ale myślę, że się ogarnie! Musi tylko przyjść oddać krew i tam jeszcze zrobią mu badania na wszystkie możliwe choroby świata, żeby mi czegoś nie "sprzedał". Zaś starszy obraził się na moją mamę;P No bo dlaczego on nie jest?:D Trzeba było wyjść jakoś z sytuacji i wytłumaczyć chłopczykowi, że ma taki sam genotyp, ale po prostu inną sekwencję genów.

Trochę szkoda mi lata, mojej ulubionej pory roku! Bo kurka przesiedzę je pewnie w szpitalu. 1 wakacje poświęcić mogę, potem już nie ma mowy. Nie mam czasu na siedzenie tutaj:p

17:01, dotiblox
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 04 czerwca 2012

 

Epicki wywiad. Sama bym lepiej tego nie ujęła. Enjoy:
Anna Wcławik-Orpik: Seks i choroba nowotworowa to stosunek wprost czy odwrotnie proporcjonalny? 

Joanna "Chustka" Sałyga: Pierwszy moment, gdy się człowiek dowiaduje o chorobie, absolutnie uniemożliwia jakąkolwiek erotykę. Jest się skoncentrowanym wyłącznie na chorowaniu. Ale życie w takim zakresie, w jakim to możliwe, w tym również erotyczne, seksualne, to jeden z łączników chorego ze zwyczajnym życiem. To potrzebne, wręcz konieczne, by nie izolować się, nie tworzyć wyimaginowanego "życia chorego", które jest całkowicie różne od życia innych ludzi. Tak samo potrzebujemy jeść, pić, śmiać się, prowadzić życie uczuciowe, erotyczne... A może nawet bardziej. Bo w chorobie jest taki moment, kiedy człowiek wyraźnie uświadamia sobie swoją kruchość i potrzebuje czerpać z życia, wycisnąć z tych chwil, które zostały, tyle ile się da: zjeść najlepszego kotleta, obejrzeć najpiękniejszy film, powiedzieć najważniejsze słowa bliskim i - dlaczego nie? - przeżyć orgazm swojego życia. 

Pamięta Pani swój drugi "pierwszy raz", czyli pierwszą bliskość po diagnozie?

Tak. Bardzo do tego dążyłam. Zależało mi, żebyśmy się kochali, żebym potrafiła tę intymność stworzyć. Pewnie u kobiety to działa inaczej, ten seks jest nie tylko seksem. To szukanie potwierdzenia kobiecości, akceptacji u partnera. I mimo, że sytuacja wymyka się spod kontroli, bo jest choroba, która każdego dnia mnie zżera, my jesteśmy razem i tę intymność, czułość razem budujemy.

 
Pamiętam słowa Magdy Prokopowicz, z Fundacji Rak'n'Roll, która też zmaga się z chorobą, że kobiecość to nie jest stan zewnętrzny tylko coś, co mamy w głowach.

Jestem tego samego zdania. Choroba to przewartościowuje i układa. Kobiecość jest w środku nas i nawet jeśli jakaś część ciała nie działa lub jej nie ma, to nie oznacza, że przestajemy być kobietami, albo, że nie jesteśmy już atrakcyjne. Mam fantastyczną koleżankę, blogerkę, jest po odjęciu piersi. Jej mąż powiedział: wiesz, mi to nie przeszkadza, że ona nie ma piersi. Ma drugą, a poza tym, nawet gdyby jej nie miała, jesteśmy dorośli, potrafimy sobie poradzić w sytuacji intymnej. Poza tym, to nadal jest ona. To tylko kwestia zaangażowania i chęci, żeby tę relację budować. 

Znam jednak relacje kobiet, które opowiadają, że zaraz po diagnozie partner zniknął. 

Tak, to częste. Ale znam też wiele dziewczyn, które mówią, że choroba spolaryzowała silnie uczucia partnera do chorującej. Albo wzmocniła relację potężnie, albo przeciwnie - całkowicie wycofało partnera. A jeśli wzmocniło - dziewczyny pisały mi o tym i wiem to też po sobie - to bardzo wzbogaca życie erotyczne. 

Nie ma w pani lęku, że parter może odejść pewnego dnia? 

Jest lęk przed tym, że znalazł się z mojego powodu w trudnej sytuacji. I nie mam żadnej możliwości zatrzymania go. To jego dobra wola, że chce ze mną być. Zrozumiem, jeśli zdecyduje się odejść. Dźwiga potężny ciężar trudnej relacji, kłopotów które wiążą się z moją chorobą, z życiem ze mną. Jestem w stanie zrozumieć że mógłby chcieć prowadzić zwyczajne, normalne życie ze zdrową rzepą, z którą mógłby spędzać czas w sposób, w jaki pokazują wiadome niemieckie filmy. Jednak jest ograniczony moją chorobą i musi się dostosowywać do sytuacji, w której jest.

Musi się jakoś cackać.

Tak. I rozumiem, że może w którymś momencie stracić cierpliwość. Jesteśmy ludźmi wolnymi, możemy robić, co chcemy. Ja muszę z tą chorobą być, a to, że on jest ze mną, to tylko jego dobra wola, miłość. Intymność osób chorych niewiele się różni od intymności osób zdrowych. Tu jest tylko więcej bardziej dramatycznych zwrotów akcji, na które trzeba zwrócić uwagę, bo dobrze by było, aby podczas bliskich kontaktów nie wyrwać wenflonu, czy nie rozerwać blizny. 

Czy fakt, że mamy w sobie wroga, który bywa zabójczy, przeszkadza w połączeniu dwóch światów: śmierci i afirmacji życia, jaką może być seks? 

Chorowanie na nowotwór wzmaga pragnienie życia, a przez to też - pragnienie uczuć, pragnienie miłości. Wszyscy wiemy, że umrzemy, ale świadomość końca jest przez chorobę wyraźniejsza, mocniejsza. Potrzeba życia też jest mocniejsza. Dzięki chorobie myślę że żyję fajniej, pełniej, mocniej, bardziej intensywnie, we wszystkich aspektach życia. I oczywiście, że żal tego czasu, który gdzieś za chwilę ucieknie, ale to też napędza mocniej do życia, do chwytania tych chwil które są teraz. To rekompensuje ten dysonans. 

(...)

Napisała Pani, że chce poruszyć temat seksu. Jakich komentarzy się Pani doczekała?

Ktoś anonimowo napisał, że pewnie mój partner kocha się ze mną z litości, bo jestem obrzydliwą, wypatroszoną kurą. Rozumiem, skąd się biorą te słowa. To strach przed znalezieniem się w takiej sytuacji, lęk przed nieznanym, więc najlepszą formą obrony jest atak. Standardowy społeczny przekaz jest taki, że wszędzie pokazuje się zdrową, piękną dziewczynę, pogodnie uśmiechniętą z radośnie bezmyślnym spojrzeniem. Jak ktoś staje w obliczu osoby z problemem, która jest inna, może się przerazić i uciec, również przed sobą.  

Jakiej rady udzieliłaby Pani dziewczynom, które mają ten problem? 

Kobiecość to nie są duże piersi, to nie jest ta czy inna część ciała. Seksapil wychodzi z głowy, zmysłowość jest zupełnie w innym miejscu i trzeba o tym pamiętać. To, że ma się łysą głowę, nie ma się rzęs, brwi, ma się odjęte piersi nie zmienia tego, że cały czas jest się kobietą. Rozumiem że to nie przychodzi od razu, trzeba to przepracować, do tego trzeba dorosnąć, zrozumieć. W szpitalu onkologicznym widziałam wiele seksownych dziewczyn mimo tego, że były łyse i mimo tego, że ich wygląd odbiega od tego, co widać na reklamach w galeriach handlowych.

Po drugie, trzeba chorować świadomie. Bo tak się najlepiej choruje, najspokojniej. Bezwzględnie trzeba mieć wsparcie bliskich - jeśli mówimy o erotyce, to w partnerze. A szerzej - w bliskich. Dopiero w chorobie uświadomiłam sobie jaką ogromną wagę mają dla mnie bliscy, ile dla mnie znaczą ich wsparcie, otwartość i akceptacja mojego chorowania. 

Dlaczego warto w ogóle o tym mówić? 

Bo to temat tabu, tak jak i erotyka osób niepełnosprawnych. W ogóle tematem tabu jest to, jak żyją osoby z nowotworem. Ja chodząc z łysą głową po Mikołajkach, wzbudzałam spore zainteresowanie. Ludzie przypatrywali mi się jak dziwakowi. I wtedy mój syn powiedział: ja nie chcę, żeby oni na Ciebie tak patrzyli, załóż czapkę, bo mnie to denerwuje. To jest brak akceptacji dla inności, a ta inność ma prawo być, istnieć, tym bardziej, że ta inność, która teraz jest moim udziałem, może dotknąć każdego "zwyczajnego", "normalnego" człowieka. Trzeba mieć to na uwadze. 
18:24, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 maja 2012

Może jestem już przewrażliwiona, ale rozkleiłam się jak głupia oglądając...

Może dlatego, że też byłam taka łysa i ciągnęłam pompę... Trzeba być "stronger" ;)

20:30, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 maja 2012

Ostatnio tak sobie myślałam, że nie będę potrafiła przyjść do kogoś w odwiedziny do szpitala i go pocieszyć. Nie po tym co przeszłam, po 5miesięcznym pobycie. Znam te uczucie bezsensownego leżenia i marnowania czasu, no i odmóżdżającej nudy. Jak zobaczę, że ktoś leży na tych przeklętych łóżkach, w obciachowych piżamach i będzie starał się robić dobrą minę, to po prostu będę mogła tylko zdołować, bo mega współczuję każdemu, kto musi siedzieć w szpitalu. Podziwiam ludzi, którzy tam pracują, chyba trzeba mieć powołanie. 

Muszę jeszcze przelać wirtualnie swoją frustrację na antybiotyki! Za każdym razem jak chcą mnie wypuścić do domu, to jest gadka, że muszę je przyjmować profilaktycznie, tak tak brać ANTYBIOTYKI ZAPOBIEGAWCZO. Moja głowa nie jest w stanie zrozumieć tej głupoty. Od takiego jednego, co brałam prawie miesiąc, szumi mi w uszach i mam tachykardię. Jestem zdeka głucha, także proszę do mnie GŁOŚNO mówić;] A serce wali mi niesamowicie, nawet jak leże myślę, że puls jest ze 100, więc proszę mnie nie wkurzać, bo wybuchnie!;)

Jak byłam w domu na riwce spotkałam kumpelę z gimnazjum. Kupowałyśmy wtedy pierwszy raz fajki, ah te ciemne czasy;) Trochę żeśmy się nie widziały. Ona dwójka dzieci, a ja dwa kierunki;) w każdym razie idę sobie przez osiedle, akurat schowana pod kapturem, bo na riwce zawsze jest bryzka i w łeb zimno (ciągle czekam na bluzę JP na 100% Dr A;) no i gadka szmatka tere fere, cieplej się zrobiło po jakimś czasie, to ściągam kaptur, a one drze się: "Coś Ty zrobiła z włosami wariatko?!" ;) Nie chciało mi się jej tłumaczyć wszystkiego i opowiadać ze względu na poziom skomplikowania całej sytuacji, to odpaliłam, że fryzjer zaszalał i tyle;]

PS

Zupełnie zapomniałam się pochwalić - komora hiperbaryczna działa! Byłam sceptyczna co do tego, jak tlen może coś wyleczyć, ale voila! Macie przed sobą żywy, namacalny dowód mojej wątróbki;D Polecam więc wszystkim dotlenianie, podobno jedno wejście 400zł, a woda i cukierki gratis;)

10:18, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 maja 2012

Wypuścili mnie! Na jakieś 2tyg, do wyniku trepana. Trepanobiopsji czyli wyssania kawałka kości, mmm bardzo przyjemne badanie. Ze 3tyg. się na nie czeka, bo wysyłają to do Wa-wy, żeby im próbkę odbarwili, a potem dopiero coś tam odczytują. Nie mam pojęcia dlaczego trepan akurat będzie dla nich kluczowy, ale jak jestem dzięki temu jestem w domu, to guzik mnie to obchodzi;) A w weekend byłam nad morzem!;) i kurka tak chciałam się wykąpać, ale mi nie pozwolili:(

Przeraża mnie jak nasi biznesmeni wykorzystują to, że niektóry pacjenci po chemioterapii są zdesperowani i nie patrzą się w ogóle na ceny. A są one, przynajmniej dla mnie, naprawdę przesadzone i w życiu bym tyle nie dała, gdybym nie była chora, np.: taka odżywka do rzęs (one też mogą wypaść po chemii) kosztuje prawie 350zł, peruka z naturalnych włosów ponad 1000zł a jakiś głupi turban - czyli kawałek materiału z 2 sznurkami - prawie 100zł. Co prawda na perukę dostaje się 250zł refundacji, peruka ze sztucznych jest 2 razy tańsza, ale to zawsze pieniądz, który trzeba wydać.

 

A na koniec podsłuchana rozmowa mojego lekarza z jakimiś przypadkowymi ludźmi, która pokazuje ich znieczulicę:

L: Panie doktorze, moja mama ma białaczkę, moja babcia też miała. Czy to znaczy, że ja mogę mieć?

Dr: Nie wiem, nie jestem panem bogiem. Okresowe badania proszę robić profilaktycznie.

L: Czyli prawdopodobieństwo jest większe, że mogę odziedziczyć tę skłonność?

Dr: Proponuję się tym nie przejmować. I poszedł dalej szerzyć radość...

I bądź tu teraz mądry i śpij spokojniej;]


09:56, dotiblox
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 maja 2012

Jutro konsylium ma podjąć decyzję w mojej sprawie;] Opcje są 2: puścić mnie do domu(za tym optuję;) albo dać kolejną chemię. Szczerze to już miałam małą nadzieję, że mi ją darują ze wzgledu na długą remisję i moje przygody wątrobowe, ale nadzieja matką głupich najwidoczniej. Jak to mówi tutaj pewna pani Dr: Cud cudem, a konsolidacja konsolidacją. Po tych wszystkich przebojach naprawdę jedna chemia w zupełności by mi starczyła, no ale jak się upierają to buntować się nie będę... Jestem gotowa na nowe przygody i niejako powrót do podstaw. Doprowadzą mnie pewnie znowu do stanu trupa czyli czeka mnie kolejna nauka chodzenia, jedzenia i wydalania płynów;) Jak niemowlak prawie. A jak na razie jem co mi się podoba, pewnie inni pacjenci są oburzeni, ze obnoszę się jedząc surowe jabłka i krojąc salatki;)

W pon mają badać czereśnie (dla niewtajemniczonych moi kochani bracia) czy są zgodni i nadają się jako dawcy do przeszczepu. Eh trzymajcie kciuki;) oby ich antygeny nie kłóciły się z moimi! 

18:07, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 maja 2012

Oj wcale nie tęskniłam. Wcale się nie pytałam, ale już na wstępie dowiedziałam się, kto umarł. Wcale nie prosiłam, a już zrobili mi biopsję i pobrali z 7 próbówek krwi. Wcale nie jestem wymagająca specjalnej troski, a dali mi izolatkę. A wiadomo jacy ludzie leżą w izolatce, tacy którzy umierają. Bosko. Uwielbiam te szpitalne klimaty. Mimo wszystko uznałam, że będę myśleć pozytywnie, cieszyć się na każde badania, a nie bać się i ogólnie może czas tym sposobem szybciej minie ;] Z jednej strony fajnie, że nie trzeba słuchać marudzenia truposzy, oglądać od 7 rano dzień dobry tvn albo uciszać chrapanie, zaś z drugiej strony nie ma się do kogo odezwać. I gości mogę przyjmować na luzaku. Mam balkon, zapraszam;)

Nie spodziewałam się, że tycie jest trudniejsze niż chudnięcie. Przez prawie miesiąc przytyłam jedynie 3kg, a jadłam wszystko co mi się podobało - żadnych rozsądnych ograniczeń;-) Nie przekroczyłam mojego magicznego progu 50kg i kurka od razu jak zobaczyłam te szpitalne żarcie, to mój apetyt zmalał do zera, więc różowo mojego tycia tutaj nie widzę.

Mój lekarz był niezwykle rozczarowany, że za nim nie tęskniłam i jak zawsze rzucał dowcipami z serii: "Dorotko brakowało Ci tego badania, prawda? (przy biopsji)", "Widziałaś jesień, zimę, wiosnę, a teraz czas zobaczyć lato przez szpitalne okno!" albo "Szpitalne łóżko lepsze niż to w domu, zobacz możesz sobie regulować...". Powiedziałam mu, żeby robił, co mu się podoba, byle ta szpitalna impreza jak najszybciej się skończyła. Bo jest kurka arcysłaba, żeby nie mówić, że stypa;]

PS

I ten szpitalny zapach jest nie do opisania... Mam nadzieję, że nim nie przesiąknę;)

21:38, dotiblox
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 maja 2012

W ten weekend wszyscy chętni mogą polizać patyczek;) a przy okazji zostać dawcą szpiku. Tak w skrócie, po mojemu, dlaczego warto zostawić swoją ślinę: przeszczep szpiku eliminuje ryzyko nawrotu choroby, którego ja np. teraz się boję. A ktoś może akurat pomóc komuś i sprawić, żeby ten nie bał się przez całe życie wznowy choroby, brania kolejnych chemii etc. Warto, he?

A potem po roku od przeszczepu będzie można poznać swojego "bliźniaka genetycznego". To musi być czad;) Najbardziej fascynuje mnie to, że przejmuje się grupę krwi dawcy. To chyba jedyny sposób, żeby zmienić sobie grupę, nie?;)

http://dziendawcy.aegee.poznan.pl/

Są też pewne przeciwwskazania dot. tego, kto nie może być dawcą. Tu jest parę fajnych informacji: http://www.fundacjauj.pl/information.php?l=pl 

Do patyczków peoples!

16:41, dotiblox
Link Dodaj komentarz »

Głupia ta moja choroba. Taka niewdzięczna. Nienawidzę obchodzić się ze sobą jak z jajkiem, certolić się ze wszystkim, uważać na to co jem - czyli patrzeć czy jest "bijo", a jajka nie są z obozu koncentracyjnego tylko z wybiegu, pytać się, czy kurczak jest ekologiczny. Myć ręce 100razy dziennie. Nawet w komorze nikogo koło mnie nie posadzą. Chyba nie wiedzą, że czasami jednak ktoś obok mnie siada;) Naprawdę chciałabym gdzieś pójść: na rynek, uczelnie, basen, pizzę, do kina, no gdziekolwiek. Przechodzę doprawdy pranie mózgu i boję się, że takie myślenie typu "warning" mi zostanie.

Teoretycznie nie wolno mi być w miejscach publicznych, pięknie nazywanymi "skupiskami ludzkimi", i jakby mój lekarz zauważył mnie w tramwaju albo w Pipie (Piotrze i Pawle), to by chyba padł na zawał. Oczywiście biorę pod uwagę to, że ktoś może mnie opluć jadem, że mogę dotknąć czegoś, co dotykał bezdomnym mający milion bakterii albo wpaść w kałużę pełną kwasu... Ale ile można siedzieć w 4 ścianach? Bo jeśli tak pomyśleć, to co można robić, jak nie możesz wyjść tam, gdzie są "skupiska", nawet malutkie, jednoosobowe? Pewnie, że pójdę sobie do Pipa, powiedzmy o 11 jak jest mało ludzi, nie będę wszędzie podwożona albo, tym bardziej, wydawała fortunę na taksówki i zjem sobie jajko klasy 3, a wyrzutów żadnych mieć nie będę. Ah ale ze mnie rezolutna pacjentka!

 

PS

Dzisiaj zupełnie z ciekawości spytałam się w aptece, czy mają coś na porost włosów;) i na boga ile tego jest! Maseczki, spraye(spreje?), tabletki, ampułki, kremy i inne specyfiki, tylko że kurcze raczej dla ludzi, którym wypadły naturalnie (łysoli), a nie dla ludzi po chemioterapii. Nie żeby mi przeszkadzał mój już trochę przydługi jeżyk, po prostu szukam naturalnych metod na przyspieszenie procesu odrastania;) Co z tego, że pewnie znowu mi wszystkie wylecą;P Ogólnie jak jest tak ciepło, nie pitolę się z żadnymi chustkami, bo nie ma nic gorszego niż ciepły łeb - wtedy się bez kitu źle czuję. A to, że ludzie jakby trochę dłużej zatrzymują na mnie wzrok mnie nie stresuje, niech wiedzą, że są takie choroby, po których kobietom wypadają włosy - to taka moja akcja uświadamiająca;) poza tym to mega dobra fryzura na lato, a wy pewnie wszystkie w długich! polecam jeżyka;)

16:27, dotiblox
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 maja 2012

Oczywiście muszą być jakieś jaja i pod górkę, nie może być tak oczywiście, standardowo. Nie, nie, nie w moim przypadku. Przed całą imprezą komorową musiałam iść na konsultację.Jak dałam dr mój ogrom dokumentacji medycznej, westchnął i powiedział, że przejrzenie tego zajmie mu z 15min i, żebym sobie poczekała. No to czekam sobie, obczajam komorę, a doktorek prosi mnie i mówi do mnie: "A czy zdaje sobie pani sprawę, że ta terapia może powodować wznowę choroby podstawowej? [po polsku: białaczka welcome back] Dr nic nie wspominał?" A ja no, że jakoś nie napomknął o tym i, że w takim wypadku boję się tam wejść. To poradził mi konsultację z moim lekarzem, żeby mnie "uspokoił" i, że jak się zdecyduję, to mam zadzwonić i się umówić na "wejście". Mój lekarz przez tel wygłosił mi sympozjum! Że oni się nie znają na białaczkach. Że on musiał mi to powiedzieć, bo tak to jest jak coś nie jest do końca przebadane. Że nie ma już innej opcji, a remisja trwać wiecznie nie będzie. Że wcale ręki nie przykładam do żadnej wznowy itd... No to myślę, kij - on wie lepiej niż ja. Idę;)

Sama komora wygląda jak wycinek samolotu z okrągłymi okienkami;) jest 12 siedzeń i o dziwo 5 wolnych, wszystkie wokół mnie;) certolą się tam ze mną, żebym się niczym nie zaraziła i w ogóle;) ale to miłe, że przychodzisz i wszyscy wiedzą, co Ci jest, nic nie musisz tłumaczyć. Przed wejściem trzeba zdjąć biżuterię, zegarki, nie można mieć make-up'u, pefum czy "wazeliny". Nie pytajcie mnie dlaczego. Nie można wnosić komórek, zapałek, papierosów i zapalniczek. Też nie wiem dlaczego. 12h przed wejściem nie można pić alkoholu, a 3h przed napojów gazowanych;D Dostaje się taki kubraczek bawełniany jak noszą pielęgniarki, pod spodem bieliznę trzeba mieć z włókien naturalnych;) Każdy dostaje swoją maskę tlenową, do której się dyszy godzinę, a potem dezynfekuje.

No i jak wszyscy już siedzą w kubraczkach, mają gazetkę, wodę i cukierka, zaczyna się "zanurzanie";) Bo niby ciśnienie jest takie same jak 15m pod wodą. Trzeba często połykać ślinę - stąd cukierki na zwiększenie ślinotoku - żeby wyrównać ciśnienie w uszach. Potem 20min oddychamy zimnym, czystym powietrzem i 5min przerwy, 20min oddychamy 5min przerwy... I tak 1,5h. Wszyscy ogólnie ziewają, a gdyby nie gazety, to można zasnąć na luzaku. Jedyny minus to to, że strasznie tam gorąco, nawet 28stopni przy "zanurzaniu", ale da się wytrzymać. Całkiem przyjemna terapia, a reszta ludzi mówi nawet, że działa;) we will see.

20:27, dotiblox
Link Komentarze (1) »
piątek, 27 kwietnia 2012

...Niech ktoś mi powie, że ją ma, to strzelę w łeb. Gdybym powiedziała mojej babci, że mam depresję, pewnie nie wiedziałaby o co chodzi, bo kiedyś takich "chorób" nie było. Można było powiedzieć, że ktoś ma zły nastrój albo ciężki okres, albo nie ogarnia ostatnio ale czy od razu szli z tego powodu do lekarza? Teraz jak nie chce się komuś wychodzić z domu, żeby iść do pracy/na uczelnię, nie ma ciągle nastroju albo coś się zjeb** w życiu, to szuka się jakiegoś usprawiedliwienia. Więc idziesz do lekarza, który po paru obczajkach Twojej osoby stwierdzi, że masz depresję! I lekarz shrink zamiast powiedzieć wprost, że jesteś chwilowo nieogarnięty życiowo, spytać się, czy jest ktoś, kto mógłby Ci pomóc, to zapisze Ci jakieś durne psychotropy, po której będziesz spał dłużej niż zwykle i chodził zamulony. Nie wiem czy te leki komukolwiek pomagają, bo jak lek może poprawić humor? (Narkotyki owszem z tego co słyszałam;) Albo wpłynąć na czyjąś psychikę? One chyba tylko uspokajają. A przemysł farmaceutyczny robi kolejne kokosy na ludziach wierzących w cudowne działanie medykamentów, ah cud placebo. Po prostu ogarnąć się, znaleźć troszkę mocy i nie szukać wymówek głupią depresją, bo to bez kitu więcej zaszkodzi niż pomoże. 

Naprawdę jeśli nie mieszkasz w kraju trzeciego świata, nie spalili Ci domu i nie pozabijali całej rodziny, "depresji" mieć nie możesz! Rozumiem kobietę, która leżała obok mnie w szpitalu, miała 3nowotwory z rzędu i niewidomą córką, którą nie mogła się zająć, bo lata od jednego szpitala do drugiego. Ona może, ma powód, bo to niesprawiedliwie tyle nieszczęść na jedną osobę. A jak nie chce Ci się wychodzić z wyra przez tydzień powiedzmy, to masz lenia i tyle.

23:08, dotiblox
Link Dodaj komentarz »