| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
RSS
wtorek, 29 listopada 2011

Dzisiaj do puli dorzucam drobne wysypki na brzuchu, która raz się pojawiają, raz znikają i drażniący ból zęba;]  a tak to znowu brak apetytu (czy też łaknienia;D) i ogólna senność...

W ulotce o chemii wyczytałam wczoraj, że "chemioterapia nie zawsze kończy się bezpłodnością, ale prawdą jest, że cytostatyki mogą uszkadzać komórki rozrodcze - trwale lub tylko przejściowo. Ze względu na niekorzystne działanie cytostatyków na płód wstrzymaj się od prokreacji przez kilkanaście miesięcy po zakończeniu leczenia." I jak do tej pory w ogóle o dzieciach nie myślałam, ani nie przedstawiałam chęci ich posiadania;D to teraz myślę sobie, kurka, jednak kiedyś tam chciałabym je mieć... Dziwne jak człowiek zmienia swoje myślenie;)

Jeśli chodzi o panów to też sytuacja nie przedstawia się kolorowo, cyt. ulotkę: "Mężczyźni, którzy planują dzieci, mogą rozważyć - jeszcze przed rozpoczęciem leczenia - oddanie nasienia do banku spermy." Także drodzy panowie, kubeczki w dłoń!;)

Wczoraj, po samotnym błogim weekendzie. przyszły of kors 2truposze do mojej sali!:) Dlatego postanowiłam działać i zmieniłam sobie salę, bo co jak co, ale ważne z kim się leży, believe me. Przeprowadziłam się do młodej dziewczyny, w wieku mojego młodszego brata, 21 lat, ma ostrą białaczkę i trochę gorzej przechodzi chemię niż ja. Jest też babulka;), która ciągle śpi albo ma na uszach słuchawki (z mikrofonem!), więc bezproblemowo. Także ekipa jest póki co niezła, nie mogę narzekać, bo mogło być znacznie gorzej.

Co do ulotek których jest tu pełno, od jakiś leków, informacji o prawach pacjenta albo supplementów diety, mega rzucają się w oczy ulotki sklepów z perukami. Co ciekawe, NFZ refunduje koszt peruki, ale ale! Tylko z włosów sztucznych;D Już kminię co mi się bardziej opłaca, choć włosy ciągle czeszę;)

10:52, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 listopada 2011

Każdy lekarz powie Ci, żebyś nic nie czytał "w tym Internecie, bo tam bzdury piszą", ale wiadomo, że pierwsze miejsce, gdzie człowiek szuka info to uncle google i auntie wiki.

Ja też nie jestem wyjątkiem, a nawet przeginam, bo mam okrutną żądzę wiedzy w zakresie co jest ze mną nie tak i mogę codziennie godzinami zgłębiać wszystkie strony medyczne, z których, to tell you the truth, niewiele kumam;)  Dlatego rozumiem, jeśli ktoś, pomimo zakazów, szuka czegokolwiek albo analizuje swoje wyniki online;) No i House'a też oglądać lubię;)

Kiedy obczaiłam pierwszy raz wiki (http://pl.wikipedia.org/wiki/Zespo%C5%82y_mielodysplastyczne) i znalazłam tam mój typ choroby czyli RAEB typ 2 (czad, nie?;) załamałam się: primo: medianą przeżycia 8-18miesięcy, secundo: śmiertelnością ("w trakcie chemioterapii szacuje się na 15%"), tertio zapadalność na tą jakże uroczą chorobę już w ogóle utwierdziła mnie w przekonaniu how lucky i am - "Zapadalność w Europie szacuje się na 2,1 - 12,6/100 000, przy czym powyżej 70. roku życia wzrasta do 15 - 50/100 000".

Prawda jest w istocie zupełnie inna, a takie wiadomości nie są bynajmniej budujące. Także trzeba mieć raczej luźny stosunek, czytać sobie, żeby more or less rozumieć, co mówią między sobą lekarze i słuchać się wszystkich zaleceń, żeby wszystko poszło gładko, bo oni na pewno wiedzą lepiej niż pacjent Iksiński;) Na początku można odnieść wrażenie, że oni nie rozmawiają po polsku, bo rzucają skrótami i ten bełkot medyczny to naprawdę czarna magia. Niemniej jednak, z czasem każdy pacjent jest małym medyczkiem, bo już wie, że WBC to leukocyty, trepan to trepanobiopsja, a AML to ostra białaczka szpikowa;)

Moje faworyty z medycznego bełkotu to: "czaszka wysklepiona prawidłowo" i "stolce regularne, prawidłowo uformowane i wybarwione". Ciekawe jak wyglądają te nieprawidłowo uformowane?:D

21:23, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 listopada 2011

Pierwsze efekty uboczne: brak uczucia głodu, czyli jem, bo wypada, wytężony węch (na rzeczy drażniące, typu mocz albo wątrobianka) i takie trochę odruchy wymiotne, szczególnie na szpitalne żarcie, to tak jak człowiek za dużo wypije i czuje, że jedzenie jest wyżej niż powinno;)

Jutro przyjdą do sali nowe 2 koleżanki, oby nie truposze!

19:57, dotiblox
Link Dodaj komentarz »

Humor w szpitalu jest dość charakterystyczny, taki zdeczka czarny. Na początku przeraża, a nie bawi, ale z czasem można skumać ichnie "żarciki". Exempli gratia (pozdrawiam pana z łaciny, btw: przydaję się ten język w szpitalu;):

- Lekarz: Sprawdzę czy jeszcze pani żyję;) albo przed biopsją: "Niektórym pacjentom po remisji naprawdę brakuje tego badania." Jak już wcześniej pisałam, biopsja jest w kość biodrową, tą na plecach, więc człowiek musi zsunąć trochę spodnie i gatki... Ale bystra Doti przy pierwszym razie nie była tego świadoma i myślę sobie madafaka mam stringi dzisiaj. A lekarz mówi do mnie, już bez kitu zapłakanej z bólu: "Takich ładnych majtek to jeszcze dzisiaj nie mieliśmy, no najładniejsza koronka w szpitalu" i człowiek zaczyna się śmiać przez łzy.

- Jak opryskałam krwią cały gabinet po przyczepieniu tych rurek do szyi, pani doktor zaczęła się śmiać i mówi, że takiego czegoś jeszcze nie było i ,że zaraz zawoła studentów, to zobaczą jaka krwawa masakra ich czeka w przyszłości.

- Rano przy pobieraniu krwi (zazwyczaj okolice 5-6), kiedy pielęgniarka wchodzi, jeb światło, ja mam poduszkę na głowie i tylko macham, że tak tak, jestem tutaj. No i ślepię jakoś i widzę 8próbówek i załamana mówię: "Matko! Nie mają umiaru w tych badaniach!"

Pielęganiarka, już przy przedostatniej fiolce: "Noo, to na kaszankę, a następna będzie dla wampirów";)

Żargon też jest niezły, oto mały zestaw moich ulubionych do tej pory słówek:

* biegacz - środek moczopędny, po którym non stop biega się do łazienki. Jak już wrócisz z powrotem i usiądziesz, to znowu czujesz zew natury;)

* kieliszek - pojemnik na mocz, taki zakręcony kubeczek przeznaczony do badań.

Pielęgniarka: Pani Dorotko, ma pani już gotowy kieliszek?

D: To pijemy coś dzisiaj?;)

* parówka - strzykawka z chemią, owinięta folią aluminiową, którą wkłada się do pompy "komputerka" dozującego truciznę

* jeziorko - końcówka kroplówki

* żigolak - środek antywymiotny

* klosz (to moja wesoła twórczość) - zbiornik na dobową zbiórkę moczu, wyglądem przypominający taki stary, biały klosz na lampę. Jak pierwszy raz weszłam do łazienki, myślę sobie: po co trzymają 2klosze na podłodze, przecież nie ma tu żadnej żarówki, która można by przysłonić. Na szczęścia tam nie zajrzałam...

* skórka - naklejka przytrzymująca rurki przy wkłuciu do tętnicy szyjnej

10:53, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 listopada 2011

Powoli zaczynam się przyzwyczajać do tej chemii, kroplówkę już ciągnę jak 3. nogę, rurki dyndają sobie, spać jakoś z nimi można, ale ta dieta mnie wykończy na bank... Podobno mamy żarcie jak niemowlaki na grypie żołądkowej i mamy nie jeść nic co niby pomaga na raka. Jakaś laska dzisiaj zjadła migdały, bo wyczytała, że dobre, bo mają antyoksydanty i takie tam, i co? I rzygała kałem....

Zaś na obiad była gotowana karkówka, gumowa mega, zimna "jarzynka" czyli warzywa na patelnie bez smaku i ziemniory w sosie mączno-nijakim. A na deser jabłko, którego zjeść nie można surowego, daliby pieczone z cynamonem i czymś fajnym, ale nie nie, dostaliśmy surowe, taki test siły woli;) Naprawdę żal i płacz jak słyszę, że "jedzie" śniadanie, obiad czy tam kolacja...

Odłączyli mnie na chwile od maszynerii rano, co by się umyć i słabo mi się zrobiło pod prysznicem, potem suszyłam włosy, które jeszcze mam;), i też mi się zrobiło słabo. Chyba ciepło źle na mnie wpływa. Co ciekawe, temperatura ciała jest dość niska, od paru już dni jestem zimną suką 34-35stopniową. Przyszła pani doktor i powiedziała, że 2osoby na oddziale zasłabły dzisiaj, więc może taki mikroklimat jest;) doktorka zaleciła kawę na zwiększenie ciśnienia to wypiłam cappuccino, bo za kawą nie przepadam, a potem dostałam zjebkę, bo przecież w składzie jest cukier... To od razu płukanka ust i tak się kręci, no bajka ogólnie.

Jeśli chodzi o ogólne samopoczucie, o co wszyscy mnie się teraz pytają tzn. jak się czuję dostając truciznę która jedzie po wszystkim;), to naprawdę żadnej, ale to żadnej zmiany. Jeśli miałabym coś już wymyślać na siłę, to pod wieczór boli mnie głowa, może z nerwów i emocji albo może side effect. Teraz jestem sama na sali, bo dwie panie wypisali w pt a na weekend przyjęć nie ma i lekarzy również, także trochę cicho i smutnawo, a ekipa była naprawdę przednia, choć dużo starsza. Babcie wyrzuciły księdza, bo "wciskał wszystkim komunię"! Więc to mówi samo za siebie jakie luzaczki;) A na ostatnią wieczerzę, czyli kolację przed chemią, zrobiłyśmy sobie naleśniki z czekoladą i dżemorem;)

Strasznie podziwiam pielęgniarki, które naprawdę robią kupę dobrej i niezwykle ciężkiej roboty, latając cały dzień w tych facemaskach. Pacjenci bywają różni, a one non stop miłe, uśmiechnięte, próbują żartować, nawet podając chemię albo goląc komuś głowę przed nią. Powinny zarabiać dobrą monetę za to, na co są tutaj narażone i za całe nocki latania przy osobach, które są na krawędzi.

I parę useful tipsów na koniec:

* Nie pocieszajcie chorych mówiąc "wszystko będzie dobrze" albo "rokowania są dobre", w moim przypadku to wywołuje płacz, a nie uśmiech;)

* For girls, w szpitalu nie można mieć umalowanych paznokci, nawet odżywką, bo jakby co, to nie widać reakcji.

* Miejcie rozpinane piżamy przyjmując chemię, bo z rurkami w szyi innych zdjąć się nie da;D

Cheerz & XoXo;)

20:52, dotiblox
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 listopada 2011

Mega luźna ta chemia, nie wiem totalnie dlaczego wokół tego tyle szumu;) Leży sobie człowiek w najlepsze albo lota jak zdrowy, robi co mu się podoba, tylko ciągnie za sobą kroplówę, dla mnie to jak troche spacer z momentami opornym psem na kółkach;) A do kroplówki przyczepiony jest taki pocieszny komputerek, gdzie jest wszystko napisane, ile czasu zostało do końca serii chemii, ile jest baterii albo ile trucizny is left. Człowiek wyobraża sobie jakieś zastrzyki czy coś, a tu worek.... no luz blus.

Jedyne z rzeczy niekorzystnych to wcikanie tych rurek do szyji, tzw. "nakłucie żyły szyjnej". I ja kurka podpisałam na to zgodę... Podczas mojego nakłucia opryskałam krwią całą ścianę, panią doktor i siebie;D to sie nazywa ciśnienie! Dobrze, że przykrywają czlowieka taką gazą, bo byłaby krwawa masakra! No i co, zwisają z szyji 3 rurki, do których mogą wciknąć najrózniejsze rzeczy. Obecnie mam sód i chemię;) Dają też tzw "biegacza" czyli środek moczopędny, żeby przefiltrować nerki z tego gówna i środek antywymiotny. Kolejną okrutną rzeczą jest dieta... Nie można jeść podczas chemii surowych warzyw i owoców, bo cholera wie, czym je pryskają, mleka i jogurtów bo mają żywe kultury bakterii, zabronione są też słodycze, bo zrobi się grzyb w ustach, najs he? I ogólnie wszystko lekkostrawne i pozbawione odrobiny przypraw i smaku... Ale to jest do przejścia, ja kocham jeść i będę kutwa jeść. I już ja coś kutwa wymyślę, żeby było to zjadliwe;)

Chemia leci non stop 7dni, z drobną przerwą, czyli odłączeniem od maszynerii raz dziennie na mycie;) Zastanawia mnie na razie jak będę z tym spać, ale coś pokminie, chyba nie wypadną rurki z szyji, nie?;P Zaś po 7dniach zaczyna się podobno jazda... Czyli urok efektów ubocznych i niebotyczny spadek wyników, podobno nawet do wartości tysięcznych, przy optimum lekukocytów 3,2-10tys mogę mieć np. 0,03... Statystycznie 2-3dni po ostatnim worku chemii wypadają włosy. Dlatego zastanawiam się czy mam je sama zgolić, czy czekać, aż wstanę i będę je miała na poduszce... Kwestia, który szok będzie lepszy. Moja mądra głowa uznała, że może mi zgolić głowę i będę taka ładną łysą pałą jak on;) I chyba jest to lepsza najlepsza opcja, włosy przekaże na jakąś ładną peruczkę. Na razie nic nie czuję, no kompletnie nic! Chyba ta chemia to jakaś podpucha... No coż, zobaczymy, nie psioczymy;) 

Z ciekawostek: chemia ma kolor pomarańczowy. A Wioletta Villas ma perukę za 7 kafli;)

21:38, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 listopada 2011

Przyjęło się, że każdy kto chcę być "fajny" ma fejsa i jest "aktywnym użytkownikiem" no i też powinien pisać bloga, bo to jest jazzy. No i ponieważ ja też pragnę być na wskroś fajna;D postanowiłam sama zacząć pisać!

A tak poważnie to ze względu na szpitalną nudę, która miałam przyjemność w ostatnim czasie doświadczyć, i na formę swego rodzaju relaksu uznałam, że why not?:) A wg mojego brata (osoby Lucjana) można na tym nieźle zarobić, bo najlepsze blogi wygrywają podobno zacne nagrody, więc to utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest to świetny pomysł;) Także drodzy sponsorzy medialni, jestem otwarta, w następnym wpisie postaram się zamieścić nr konta i dane do przelewu;)

Well, welll... Od czego by tu zacząć? Dla niewtajemniczonych, wykryto u mnie zespół mielodysblastyczny (niezła nazwa, he?:D) a mówiąc łopatologicznie, light białaczkę, a ujmując to trochę groźniej raka krwi. Wyszło to zupełnie przypadkiem podczas badań kontrolnych, a dokładniej morfologii krwi, która okazała się tragiczna... Nigdy nie widziałam tylu wykrzykników i strzałek w dół;] W dużym skrócie masz wszystkiego za mało, dużo za mało. Spadają wszystkie krwinki: leukocyty, erytrocyty, trombocyty, też hemoglobina i co tam jeszcze się da. Moja odporność jest niemalże zerowa, dlatego wszyscy lekarze łapią się za głowę, że nic nie złapałam, mając naprawdę śladowe ilości leukocytów. No twardzielka bez dwóch zdań, to chyba działanie rutinacey max;D Dlatego nie mogę przebywać w "skupiskach ludzi";D i noszę koziro maskę a'la Micheal Jackson.

Najśmieszniejsze z tego wszystkiego jest to, że czułam się zupełnie normalne, do dzisiaj nie mam absolutnie żadnych najmniejszych objawów, a badali mnie na wylot przeróżnymi sposobami. No i sytuacja wygląda tak, że jak morfologia wygląda tak jak wygląda, muszą zbadać szpik, bo to on jest jakby "producentem jakościowym" krwi.  Z ciekawostek rodzajowych, szpik bada się, wbijając pod znieczuleniem (które w ogóle nic nie daje!) cienką igłę w kość biodrową (albo w przypadku noworodków w mostek) i pobierając kawałeczek kostki do badań. Na początku miałam wizję, że jest to jak na Housie, gdzie wbijają Ci igłę w kręgosłup i jak się ruszysz to jesteś sparaliżowany na całe życie. Ale not quite, nie taki diabeł straszny jaki się maluje w mojej główce;p W każdym razie nie polecam nikomu, a miałam już 4 biopsje i ciągle się nie oswoiłam z tym jakże uroczym badaniem...

Się rozpisałam, więc na koniec jeszcze standardowe pytanie każdego - czyli jaka jest przyczyna? Eh... Też było to moje pierwsze pytanie, jakie sobie zadwałam - dlaczego ja? Pierwsze co, pomyślałam, że dostałam w genach od babci, która zmarła na białaczkę. Także pomyślałam sobie peszek;) Potem, że może coś zrobiłam nie tak, tylko co? Nie jadłam bio warzyw i owoców?:D albo nie byłam fit?:P

Pięknie skwitowała to pani doktor, która powiedziała, że to mniej więcej tak, jakby wyszła na ulicę, mijała ludzi i wybierała na oślep - pan w czerwonym i pani w zielonym szaliku no i jeszcze pan w paski;] totalnie chybił trafił. Dlatego jeśli ktoś będzie się zastanawiał, dlaczego jego babcia, dziadek albo po prostu on sam - nie ma żadnego wyjaśnienia, nie przyczynił/ła się do tego w żaden sposób, nic nie pomogłaby profilaktyka ani bycie fit;) A pan prof, tutejszy dr House, stwierdził, że wniosek z tego taki, że to dotyka tylko ludzi wyjątkowych;) I na tym skończę.

15:24, dotiblox
Link Komentarze (4) »
1 ... 11 , 12 , 13 , 14