| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
RSS
niedziela, 23 września 2012

Pamiętam jak pierwszy raz przyszłam na oddział i od razu pomyślałam sobie: O nie! Na bank tutaj nie zostanę. Te chodzące, wychudzone, łyse półtrupy popychające kroplówki mnie przerażały. I te ulotki z perukami, nutridrinakmi i fundacjami na rzecz białaczki tylko mnie upewniły w tym, że nie pasuję tutaj... Oj nie, nie. Bo przecież jestem zdrowa to dlaczego mam kutwa tutaj siedzieć?:) Ah proza życia!

W każdym razie pierwszego dnia rzuciła się na mnie pani psycholog, a potem nawet ksiądz z komunią... I mówię do nich, że dziękuję bardzo, ale nie potrzebuję was;] Cieszę się, że się o mnie martwicie, ale luźno poradzę sobie sama, do końca jeszcze nie wiedziałam z czym;) ale naprawdę nie musicie się produkować. Jak jeszcze z panią psycholog szło się dogadać, że naprawdę jej wsparcie jest mi zbędne, możemy się wymienić ploteczkami i sobie pogadać o innych rzeczach;) z księdzem zaś było gorzej.

Rozumiem, że każdy ksiądz w tym kraju zakłada, że wszyscy są praktykującymi katolikami i wszelkie odstępstwa od tego to rzadkość, a w obliczu "tragedii naszej choroby" to już obowiązkowo powinnam wrócić na dobrą stronę mocy, bo w innym przypadku piekło mnie pochłonie.

A wygląda to tak. Jego świętość wbija na salę, czasem w masce, czasem bez, rozdaje "święte obrazki", oświadcza, że będzie klepał zdrowaśkę, po czym rozdaje komunię. Rąk raczej nie dezynfekuje. Podziękowałam za obrazek, nie modliłam się z nim ani razu, ale szanuję, że inni w tym czasie to robią i staram się nie przeszkadzać. Np schylam głowę albo nie wiem wyciągam słuchawki. Za komunię też podziękowałam. Ksiądz na to czy chce się wyspowiadać. Powiedziałam, że dziękuję tym bardziej. Zrobił zdziwioną minę i zaprosił na mszę świętą do kaplicy. Sytuacja powtórzyła się x razy. Dopiero jak zrobił mi krzyż na czole jak spałam to wybuchłam "Co pan robi?!".

A on na to, że modli się za mnie... A ja zaś, że oczywiście szanuje, to w co wierzy, jednak nie pokładam nadziei w tym, co on. I nie musi się za mnie modlić, bo wg mnie to nic nie da. Ogólnie instytucja kościoła do mnie nie przemawia. Księża nie są dla mnie autorytetem udzielającym rad w sprawach życiowych, bo prawdziwego życia nie prowadzą, są odizolowani od wszystkiego, a msze mi nie pomagają. Stanie i klepanie co tydzień tych samych formułek nie rozwija mnie, tylko nudzi. I co? Dostałam kolejny święty obrazek i zaproszenie na msze, a on wyszedł... 0 rozmowy. Nie wiem, no czegokolwiek. Zdziwił mnie brak walki z jego strony, kontrargumentów. Może myślał, że nie warto? Można powiedzieć, że trafiłam, na złego księdza, ale było już ich 3 i wszyscy to samo. Nie dbają zbytnio o swoje owieczki. Jadą taśmowo i mechanicznie. Zdrowaśka, komunia, ew.spowiedź, msza. Jakaś rozmowa? Nie. A może rzeczywiście brak im argumentów? Albo są pewni, że diabeł czeka na mnie w piekle albo jestem opętana przez demony? Eh religia to temat tabu, wiem. Jestem pewna, że zaraz zacznie się wojna o wiarę!

W każdym razie, do czego dążę - mam nadzieję, że dla ludzi, którzy są "wierzący" takie coś jest wystarczające. Ta zdrowaśka i komunia naprawdę im pomaga. Albo klepanie różańca. Oby byli tacy pacjenci, którzy naprawdę coś z tego wynoszą. Bo jeśli nie, to nikt księżom przecież nie powie, żeby tutaj nie przychodzili, no bo będzie wstyd! I jeszcze ktoś się narazi i nie dostanie miejsca na cmentarzu albo nie będzie mógł zostać chrzestnym...

___________________________________________________________________________________________

...Niedziela będzie dla nas!

12:29, dotiblox
Link Komentarze (7) »
czwartek, 20 września 2012

Ze względu na wiotczejącą już moją masę mięśniową i jej zanik;P kazałam przynieść sobie stepper, co by porobić trochę uda, pośladki i ogólnie mięśnie nóg;D nie wspomnę ile już schudłam... Oznajmiłam też dzisiaj przydupasowi, że potrzebuję dużo hemoglobiny, ponieważ zamierzam ćwiczyć, wskazałam mój stepper, a ten tylko zaczął się śmiać, ale przyznał, że pomysł dobry;) Ostatnio zmęczyłam się po minucie! A dzisiaj chyba porobię trochę na siedząco, bo na stojąco jest hardcore;) Siła! Potrzebuję double blasta i raket fjuel;]

Przydupas oświadczył mi też, że Hgb mi sama urosła, z 4,5 do 4,8, czego nie traktuje jako błąd pomiaru. Bo, jak stwierdził, błędy są w zakresie setnym np. 0,03 a nie 0,3, był rzeczowy, powiedzmy, że mu uwierzyłam. Spytał się czy czegoś sobie nie przetoczyłam sama... I mówię mu, że no pewnie, kupiłam sobie TrueBlood 0 Rh+! Coś tam też napomknął, że leukocyty lekko drgnęły, ale nie robię sobie nadziei, bo minęły dopiero 2tyg po chemii. Dopiero za tydz ma prawo coś się dziać tak naprawdę.

A najlepsze jest to, że czuję się dobrze! Tylko słaba jestem i bolą mnie plecy i ogólnie kości jak po całodniowych treningach na siłce. I zrobiłam błąd wczoraj, bo nażarłam się kiełbasy z keczupem (dla dzieci of kors, bez konserwantów);) i wydęło mnie trochę, ale wszystko orajt. Warto było, dla pysznej żywieckiej;)

 

PS

Utniemy jajka temu, kto ukradł nam z lodówki jajka! Shame on you! Kraść chorym w szpitalu jajka! A były wypas, bo wiejskie, od niezestresowanych kur, skubiących sobie trawkę 20km od głównej drogi. Ekologiczne w pień! Niech Cię pochłonie!

___________________________________________________________________________________

W muzykotece ciągle jesteśmy na dyskotece;)

12:46, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 września 2012

Szaruga za oknem potęguje moją senność... Cały dzień mogę spać! Ale walczę ze sobą, zresztą tutaj nie da się spać. Zresztą zobaczcie:

Godz. 5-6 - "DOROTKA! Gdzie masz wkłucie, obudź się!"

Godz. 7 - "Dzień dobry śpiochy! Zmieniamy pościel?"

Godz. 7.30 - "Dzień dobry kobitki!" i szarpie koszem na śmieci i zmienia worek. I przeciąg bo drzwi otwarte, moja łysa pała pod kołdrę.

Godz. 8 - "Śniadanko! Kawa czy mleko?" "NIC!" "Ile skibeczek? Obkład też? Dzisiaj mielonka i ser..."

Godz. 8.30-9 - Przychodzi przydupas, budzi mnie. Trzęsie łóżkiem, nienawidzę go. Musi sobie posłuchać moich płuc, serca, perystaltyki jelit i zbadać ciśnienie. Czasami udaję mi się spać w trakcie, ale on coś gada do mnie i mnie rozbudza....

Godz. 9-10 - Kroplówki. Mam to szczęście, że nie mam żadnych, bo mam wszystko w tabletkach. Następnie obserwacja i ich przełączanie.

Godz. 11-12 - Wjeżdżają cleaning ladies. I uderzający zapach chloru. Przeciąg.

Godz. 12-13 - "OBIADEK kobitki! Nie jecie? Dzisiaj jest w miarę! Marchewianka! I sos biały, pulpet i cukinia gotowana" "DZIĘKUJEMY!" "A pieczone jabłko na deser?"...

Godz. 13-14 - "TALERZYKI MACIE KOBITKI?"

Godz. 14-15 - Kolejne kroplówki. "Opatrunki do zmiany?"

Godz. 15-17 - Odwiedziny zazwyczaj. I zawsze atrakcja, szczególnie dla gości: "Zbiórka moczu jest? Ile wysiusialiśmy? Wylewała Pani?"

Godz. 17 - "KOLACYJKA KOBITKI! Nie jecie? Biały ser i parówka jest" "Masło tylko poproszę."

Godz. 17-20 - względny spokój.

Godz. 20-24 - kroplówki. tabletki.

I niech ktoś mi powie, że jakby on był w szpitalu, to by ciągle spał... JAK?! Nie da się!

A teraz mamy jakieś ciężkie przypadki na oddziale i światło na korytarzu pali się prawie całą noc. Jak dobrze, że mam mocny sen i nie słyszę nic co się dzieje. Zresztą też byłam kiedyś "ciężkim przypadkiem" i współczuję osobom, które ze mną leżały, bo spania nie było calusieńką noc;)

_____________________________________________________________________________________________

Z dedykacją dla Dr Albana;) bo on lubi takie wiksy haha;)

11:41, dotiblox
Link Komentarze (3) »
wtorek, 18 września 2012

Najulubieńszy doktorek B znowu na urlopie:( dzisiaj zostałam przedstawiona na obchodzie jako "drugie dziecko doktora" ;) w zamian przychodzi do mnie jego przydupas. Matko mam nadzieję, że on nie jest odpowiedzialny za mój stan, dlatego staram się nic nie złapać póki doktor nie wróci. Do Ali zaś przychodzi "Jej Gęś", bo też doktora ni ma. I tak jesteśmy niepewne swojego losu.

I z serii wyczytane w prasie:

Ciała tak zwane obce trafiają do organizmów pacjentów nie tylko "górą", ale także "dołem". - Wyjmowaliśmy już szyszki z odbytnicy, kieliszki, a także wibrator - wymienia kierownik szpitalu w Koninie. Ten ostatni został włożony do odbytu pijanemu mężczyźnie przez kolegów bawiących się podczas libacji. Nie miał pojęcia, że nosi w sobie taki przedmiot. Przyznał, że coś go uwierało, ale nie wiedział, że to wibrator.

Tego typu sytuacje mogą wywołać uśmiech, ale... - Tak naprawdę to są bardzo niebezpieczne zabawy - podkreśla Arkadiusz Kubacki. - Szczególnie jeśli wkłada się elementy roślinne, na przykład szyszki. Pod wpływem wilgoci otwierają się i jest kłopot, żeby usunąć taką czy to z pochwy, czy z odbytnicy.

Chirurdzy w Koninie "męczyli się" też z usuwaniem z cewki moczowej pacjentów długopisów, termometrów, a nawet drutów, które - jak mówią - miały posłużyć jako prowizoryczna proteza członka.  - Niestety u jednego z mężczyzn, jeszcze przed przyjęciem do szpitala, wdało się zakażenie i zabawa w usztywnianie członka zakończyła się koniecznością usunięcia w całości narządów płciowych - mówi Arkadiusz Kubacki.

No comment. Bawcie się grzecznie panowie i panie.

________________________________________________________________________________________

Ah Ci faceci z 1 kolczykiem;D I feel blue!

10:56, dotiblox
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 17 września 2012

Wczoraj już pyknęło mi 2 miesiące w tym uroczym miejscu.

2 miesiące izolacji.

2 miesiące ohydnego żarcia. Jak człowiek jest 3-5dni w szpitalu może się przemęczyć, ale 2 miesiące? A co dopiero 5?

2 miesiące przerywanego snu. 8-godzinne ciągłe spanie to moje marzenie.

2 miesiące faszerowania lekami. Różnistymi.

2 miesiące frustracji i plucia jadem wokoło. 

Rozpierdolił mnie ostatnio tekst księdza, który mówi mi: "Taki krzyż daje Bozia tylko tym najtwardszym, którzy na pewno sobie poradzą...". Bardzo dziękuję Ci Boziu za Twoją wspaniałomyślność. Ciekawe jakie krzyże fundujesz pijakom albo innym szmaciarzom, którzy przechodzą całe życie bez szwanku?

Chcę normalności, czy to tak dużo?

Chcę wstać rano, otworzyć sobie lodówkę zjeść na co mam ochotę nie myśląc o tym, gdzie w żarciu kryją się infekcje. Chcę iść sobie na miasto, do ludzi. Chcę iść normalnie na zakupy, nie bojąc się, że ktoś na mnie kichnie albo prychnie. Chcę wrócić do domu i mieć jeszcze energię, żeby coś zrobić. Chcę pooglądać sobie film przed spaniem i przytulić się do mojego terapeuty...

Eh nie zanosi się. Robię wszystko, żeby ten czas jakoś minął. Codziennie budzę się i myślę niech ten dzień minie...

Za 2 miesiące minie rok od początku mojego wspaniałego leczenia. Ale będę świętować!

Zaś Ala się dzisiaj dowiedziała, że nie puszczą jej do domu, choć ma dobre wyniki, bo ma grzyba w płucach. Czyli kolejne min. 2 tyg. leżenia...

_______________________________________________________________________________

12:22, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 września 2012

Znów brak mocy, tym razem po raz kolejny siadła hemoglobina. 

Umyłam się, ubrałam i zmęczyłam. Musiałam poleżeć. Zjadłam, pozmywałam i znów musiałam poleżeć. Odniosłam rzeczy do lodówki i znowu pikawa... Eh poddaję się.

Leżę i pachnę.

Czekam na krewkę.

Potrzebuję dożylnego powerade'a w kroplówce.

Ja pierdolę. Gorzej niż emerytka.

I w nogi mi zimno. I w ręcę. I nos i uszy. Mogę narzekać bez końca;)

________________________________________________________________________________

I've never been afraid of the highest heights;]

11:15, dotiblox
Link Komentarze (4) »
czwartek, 13 września 2012

Dzisiaj będzie o moim najulubieńszym doktorku B. Jakoś mnie tak tchnęło, bo jedna z pielęgniarek dała nam do uzupełnienia ankietę do swojej mgr-ki o personelu medycznym i ich "wsparciu" wobec pacjentów ;] wiadomo, że przywiązujemy się tutaj trochę zarówno do lekarzy jak i pielęgniarek, bo nie leżymy tutaj 3dni, tylko np. miesiąc i wracamy zazwyczaj po przerwie na kolejny miesiąc. W dodatku jakby się cokolwiek działo to też jesteśmy pod telefonem, także lekarz jak trzeci rodzic;]

Pamiętam jak pierwszej nocy pielęgniarka mi powiedziała, że mam zacząć się przyzwyczajać do nich wszystkich, bo oni są tutaj taką hematologiczną rodziną, a ja jej na to, że jestem ZDROWA a siedzę w SZPITALU;) i bardzo cieszę, że są rodziną, ale ja idę do domu. Haha;)

Ale do meritum. Tak więc, doktor B jest niesamowitym człowiekiem, zakręconym jak baranie rogi, bo ewidetnie ma za dużo na głowie. Pacjentów, roboty papierkowej, zabiegów, konsultacji no wszystkiego. Potrafi odbierać telefony robiąc biopsję. Ma tak donośny radiowy głos, że jak się zbliża już do mojej sali, to szykuję się psychicznie na spotkanie;] Z tymi wizytami też jest różnie, czasem do mnie przyjdzie, czasem nie, a czasem wyśle swojego dziwnego przydupasa, który okazał się być lekarzem na rezydenturze tutaj;P

W każdym razie jak już przyjdzie to leje mu się z rąk sprej antybakteryjny, bo ma taki tik nerwowy, jak nie ma co ze sobą zrobić, to psika sobie ręce;) ogólnie nigdy nie był zły na mnie, zawsze rogal na twarzy. Zawsze koszula, krawat, pachnie bosko aqua di gio, wszystko na błysk. Chociaż straszna z niego ciapka, bo okulary mu spadają, maska też, długopisy się wysypują... Wie, że mam lepiej wyczuwalny puls na prawej ręce i nie lubię jak mnie się budzi na nasłuchiwania o 7 rano... Pielęgniarki się śmieją, że jestem jego oczkiem w głowie i ma ze mną więź emocjonalną;D no raczej, że mamy więź! Nie byle jaką!

Przychodził do mnie dzień w dzień przez prawie 5miesięcy mierzyć mi ciśnienie i narzekać na moje gorączki! Pamiętam jak po operacji mojego brzucha przyszedł do mnie, usiadł (nigdy się to nie zdarza) miał łzy w oczach i powiedział mi, że jest podejrzenie drugiego nowotworu. Totalnie mnie zasrało, a on mnie tylko wziął mnie za rękę i powiedział, że on sobie poradzi z tym gównem;) 

Pamiętam też jak zarzucałam mu, że pocięli mnie na nic. W XXI w. gdzie badania obrazowe USG, tomograf, rezonans powinny wystarczyć, żeby stwierdzić co tam mam. A oni muszą otworzyć mi brzuch, wyciąć i dotknąć, żeby się dowiedzieć co to jest. Pamiętam jak było mu głupio, bo on nawet po tym nie wiedział. Konsultował, wysyłał próbki i nic. I pewnie do dziś nie wie. A dwoił się i troił, żeby jak najszybciej te moje próbki przebadali. Potem przyszedł z rogalem i mówi, że ma 1 dobrą i 1 złą wiadomość. Złą: ciągle nie wiedzą co mam na tej śledzionie i wątrobie, a dobrą, że to nie nowotwór.

I przede wszystkim, moi drodzy, łeb ma nie od parady. Dlatego reszta mnie nie interesuję, tylko to, żeby robił swoje. Kocham pana panie doktorze miłością nieobłudną! ;D

Mam nadzieję, że kiedyś to przeczyta;) i w ogóle, że wódkę sobie jeszcze razem pić będziemy;)

12:25, dotiblox
Link Komentarze (3) »
środa, 12 września 2012

Podobno jak zaczynam sprzątać to znaczy, że ze mną lepiej;) Dzisiaj zaczęłam układać na półkach, zmywać i generalnie porządkować, więc Ala stwierdziła, że odżyłam;) pewnie po wczorajszej krwi wieczornej;] W ogóle jestem w szoku, że możemy dostać krew o każdej porze, myślałam, że tylko rano! A tu niespodzianka! Panie w laboratorium "krzyżują" 24h.

Nawet oko sobie zrobiłam, to też oznaka powrotu do zdrowia;] I śmiać mi się chcę, bo wypadły mi te dolne rzęsy, a górne się trochę przerzedziły, brwi tylko się trzymają twardo;] dlatego będzie trzeba robić kresunię, co by jak świnka nie wyglądać;]

Dzisiaj pielęgniarki "zapoznały" nas z Alą z młodą laską z sali z naprzeciwka, żebyśmy ją pocieszyły, bo ona leży na sali z niezbyt towarzyskimi i ruchawymi babciami szerzącymi dolinę. I myślę sobie kurka, a my co jesteśmy cyborgi? Serwis pocieszający przy sali nr 11? Leżałam już z tyloma babciami i nigdy szopy nie robiłam i nie wiem dlaczego ona robi... Bo niby co, babcia leży i jej marudzi i źle to na nią wpływa? Ojojoj... To doprawdy straszne. Już jakieś przewrażliwione tutaj się robi towarzystwo. Jeszcze trochę i zaczną nas dobierać w psychologiczne pary. Tragedia. Mniej myśleć, więcej robić. Proste ;P

A! No i najważniejszy news! Piłyśmy dzisiaj coca colę!

Dr B: (mierzy mi ciśnienie i krzywi się, bo niskie) Dorotka, wypij sobie colę.

D: yyyy???

Dr B: No ale przecież nigdy nie zabraniałam Ci pić coli. Niczego Tobie nie bronię, wszystko tylko w granicach rozsądku. Masz ochotę na golonkę, proszę bardzo. Tylko na gorzałkę uważaj;)

D: To wypiję sobie!

Dr B: Coca coli Ci nie zabraniam, absolutnie! Jest przeciwgrzybicza! I nie light, tylko tą konkretną.

I tak nigdy nie wiem kiedy on mówi poważnie, a kiedy robi sobie jajca. Ala uznała w każdym razie, że mówił poważnie.

To następnie kminiłyśmy, która pielęgniarka nadawałaby się na misję i poszłaby nam o 23 po colę do automatu piętro niżej. Niestety żadna nie przeszła castingu, jedna jest zbyt przepisowa, a druga damulkowata. Dlatego śniłam o coli calusieńką noc. Nastał dzień i czereśnia (mój brat przyp. red.) kupił nam pyszną, zimną COCA COLĘ. Po tak długim czasie wydawało mi się, że była taka intensywna i mocna w smaku, no bajka. Przelałyśmy do kubeczków, były toasty. Pobekałyśmy sobie;) żadnego rzygania nie było, świetna impreza;)

_________________________________________________________________________________________

A Ty? UFOsz?;)


20:29, dotiblox
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 września 2012

Ciśnienie 80/60.

Hgb 4,2.

Widzę lekko mgliście. Końcówka zapalenia spojówek.

Mam ciotę. 

I w sumie nie wiem od czego mi słabo albo dlaczego mi się rozmazuję?

Jakieś pomysły?;)

Dr nie pozwolił mi się ruszać póki nie dostanę worasa z krwią. Mam chodzić z Alą pod pachą do łazienki i sama nie wstawać.

Nadchodzi noc i moc z krwi, lo-ve-ly !

20:58, dotiblox
Link Komentarze (3) »
niedziela, 09 września 2012

ktoś mi wspypał piasku do oczu.

ciężko bez nich fukncjonować.

(pisałąm to z 7min;])

_____________________________________________________________________________________________

z tym że sand in my eyes!!!

21:00, dotiblox
Link Komentarze (1) »
sobota, 08 września 2012

W nocy okolo 2 skończył mi się ostatni worek. I ciągle żyję! Hurej!

Dzisiaj mam zapalenie spojówek. Rano nie mogłam otworzyć oczu, nawet jak przyszedł mój najulubieńszy doktorek B nie spojrzałam się na niego. Było tak okrutnie jasno. Powiedziałam mu tylko, że ładnie pachnie;]

Ostatnio stał się nadopiekuńczy, bo ciągle mierzy mi ciśnienie nawet 5razy dziennie. I ten jego tekst "Dorotka, Ty żyjesz w ogóle?" a potem nerwowo próbuje sprawdzić na drugiej ręce. Na obłęd w ciapki.

Wieczorem próbowałam rzygnąć, robiłam wszystko kutwa! twixa - czyli 2 palce w gardło, bekałam, bo czułam, że tam się coś podnosi, no i klops. Następnym razem chyba nie wezmę przeciwwymiotnych i sobie rzygnę, co by sobie ulżeć na sercu. I żoładku;]

A przedwczoraj wyszła nasza Aga. Eh ogólnie to co zrobili z tą laską pod koniec to jest gnój. Ale może innym razem, bo temat rzeka. Dlatego przenieśli nas z Alą to dwuosobowej sali nr 11;) po chłopach. Najlepsze było to - wchodzimy po 7 rano, a tam już lecą bajki;) Dorośli faceci, tragedia. Wietrzyłyśmy ją cały dzień, wzięłyśmy antybakteryjnego spreja i zdezynfekowałyśmy wszystko: blaty, klamki, szafy, umywalkę. I wprowadziłyśmy swoje bakterie;) Jednak swoje to swoje!

_________________________________________________________________________________________

Alicja lubi Aliszię Klucze;] często sobie słuchamy, ma mega głos;]

14:02, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 września 2012

Tramal to zło.

Spałam po nim 2h jak kłoda.

Oczy ciągle mi płatają figle, ale olałam sunglass'y i jadę na cudownych kroplach. Dexamethason WZF 0,1%. Polecam.

Rzygać mi się chcę niezmiennie. Dzisiaj zaś jestem dumna ze swojego apetytu, bo zjadłam bułkę z masłem (całą), 4 pierogi z mięsem i kaszkę manną z sokiem z jagód. 

Acha i dodaję kolejny tekst, którego używać nie wolno: Doti znowu schudłaś.

Przecież tu się nie tyje do diaska!

 

Good night.

Sleep tight.

& Don't let the bad bugs bite!

________________________________________________________________________________________

 W uszach mi szumi ;] To moja muzyka.

19:58, dotiblox
Link Komentarze (4) »
środa, 05 września 2012

Nie prosiłam Was nigdy o nic drodzy czytacze, tylko teraz;) Słuchajcie ludziska, trzeba spiąć pośladki (wasze jędrne zdrowe) i pomóc pewnej osobie. 

Tą osobą jest tzw. Mutti;) mama pewnej zdesperowanej córki, która uraczyła mnie swoją osobą na wskroś.

Mutti ma ostrą białaczkę szpikową, przeszła paskudne chemie i teraz chciałaby postawić wisienkę na torcie i zakończyć koszmar przeszczepem. Niestety nie ma tyle szczęścia co ja i nie ma dawcy spokrewnionego (brata/siostry), a musi mieć przeszczep. Problem w tym, że ktoś w nią musi wlać swoje zdrowe komóreczki macierzyste, a Mutti będzie zachwycona.

A dawcą może być ktoś z Was. Musicie jedynie zarejestrować się w banku szpiku. Myślę, że polizanie patyczka nie jest zbyt zajmujące oraz męczące i każdy znajdzie chwilkę;] a owa, proszę was, ślina może okazać się bezcenna dla kogoś innego, może i kiedyś dla waszej Mutti;)

Wszystkie informacje znajdziecie na tej stronie: http://dkms.pl/choose.html

PS

Ja również służę swoją, nieposzlakowaną wiedzą opartą na tym co mówią lekarze, internecie, ulotkach i szpitalnych opowiastkach;) jeśli macie jakieś pytania apropos przeszczepu, samego oddania szpiku, zasadach kto może, a kto nie etc...

 

 

11:17, dotiblox
Link Komentarze (3) »
wtorek, 04 września 2012

Dzisiaj będzie krótko ze względu na moje oczęta.

Połowa worków za mną. Owszem chcę mi się rzygać, ale tego nie robię;) mam zgniłą monetę w żołądku, czuję ją za każdym razem jak połykam ślinę;) jem of kors z rozsądku suchą bułkę czy coś równie wyśmienitego. Przedtem muszę dostać atossę na odwagę;)

Myję się na 2razy, bo słabam. Nie zemdleję im, o nie, bo mnie znowu przykłują do łóżka. Zacewnikują pewnie i takie tam. 

Pod wieczór robi mi się na zmianę ciepło albo zimno, ale gorączki nie ma. Za to bolą mnie kości, jakbym miała zakwasy po tygodniu biegania. I kość biodrowa też mnie boli, to pewnie szpik coś kombinuje! No bajka, nie? W sumie mogło być gorzej.

CheerZ!

___________________________________________________________________________________

Just a bit hmm ;)

11:04, dotiblox
Link Komentarze (3) »
niedziela, 02 września 2012

Chlip chlip... popłakuję all day long. Podobno zaczyna się zapalenie spojówek;] mam światłowstręt, rolety w dół, lapek na minimalnej jasności, tv, czytanie, pisanie, cokolwiek co wymaga zmysłu wzroku odpada;p odżyłam jak wampirzyca - nocą, bo ciemniej i po worku krwi;) moja Hgb leży i kwiczy, dlatego słaba jestem jak dętka.

Doktor mówi, że mam sobie załatwić okulary przeciwsłoneczne. Będę leżeć jak gwiazda filmowa undercover tej.

Zdemotywowało mnie też to, że muszę wziąć drugą, roczną dziekankę czy tam urlop zdrowotny. 2 lata życia w dupę. Boję się odmóżdżenia i tego, że już nie skończę tych studiów, bo będę za stara albo będę miała rów mariański w bani już nie do zreperowania. Odkładam wypełnienie tych przeklętych papierów już od tyg, ale jutro się wezmę.

I dialog weekendu:

Ala: Pani doktor, wiem, że moje wyniki dążą do zera i ogólnie maski, super ostrożność, ale czy mogę się całować?;)

Dr: Oj Ala Ala...

Przynajmniej się spytała. Co za rezolutna pacjentka;) Ja tam nie pytałam.

____________________________________________________________________________________

 

 

 

20:16, dotiblox
Link Komentarze (3) »