| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
O autorze
RSS
sobota, 01 września 2012

Dzisiaj pojechaliśmy z tym koksem.

Wolałabym, żeby to HD znaczyło high definition a nie high dose;P 1 worasek co 12h, co drugi dzień przez 5dni ;] kapiszi?

Jak na razie nic się nie dzieje. Serce mi tylko czasem wali. Rano byłam ultra słaba także myślę sobie ciśnienie albo hemoglobinka, ale okazało się, że Hgb 4,2 i po krwi odżyłam;) Płytki również pochłonęłam, 2worasy. Leukocytunie 0,3, granulocytki 0,01. Pustota totalna.

Na naszej sali 2 przeciwności, Aga - na relanium i innych psychotropach, która ją delikatnie mówiąc otępiają. Chodzi jak zombie w pół-śnie, ale przynajmniej łeb ją nie boli. Ala - siedzi wkurwiona;) na faceta, a jakże by inaczej;) taki lajf.

Wczoraj opitoliłam Ali czerep, wszystkie teraz jesteśmy pałkami;] Zaś dzisiaj grałyśmy w statki i wszystko byłoby spoko, gdyby nie fakt, że w połowie się okazało, że mamy 2 "O", Aga się jebnęła w alfabecie;) Tak moi drodzy działają leki na głowę, alfabet staje się nie taki oczywisty;)

_________________________________________________________________________________________

Bo "wakacje" niektórym się kończą;]

20:31, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 sierpnia 2012

7dni mojej udręki na nic. Chemia nie zadziałała...

Moje blasty zmutowały i zamiast się zmniejszyć, to z 30% namnożyły się do 70%.

Od jutra chcą mi dać nowy eliksir, bo na ten moje komórki już się przebiegle uodporniły. Naturalnie wysokie dawki, nie wiem jeszcze dokładnie czego.

Jeśli ta zadziała to może od razu przeszczep. Brat ma się "dobrze prowadzić i nie łajdaczyć", wyrostka już nie ma, więc nie wiem z czym mógłby teraz wyskoczyć.

Do domu na weekend na przepustkę też mnie nie puszczą, bo nie mam odporności :(

Mam na siebie chuchać i dmuchać, eh uwielbiam to.

Mam w sobie 70% tego gówna, a nic nie czuję, no totalnie nic. Żadnego osłabienia. Tylko wyniki mam zerowe od ponad 3tyg. I bądź tu mądry.

Cóż kolejne tygodnie w szpitalu przede mną, dlatego muszę zająć czymś mój mózg, żeby nie zwariować. Jakieś pomysły? Niestety głupiego jasia nie chcą mi dawać codziennie ;p 

Ja pierdolę. Jak nie urok to sraczka.

_____________________________________________________________________________________

Żadna muzyka dziś nie pomoże.

15:57, dotiblox
Link Komentarze (5) »
środa, 29 sierpnia 2012

* Przeraziły mnie relacje świadków mojego wczorajszego haju. Buzia mi się nie zamykała. Non stop podobno powtarzałam, że dostałam całą strzykawkę głupiego jasia i żądałam informacji o moim dalszym leczeniu, o przedstawieniu mi wszystkich opcji postępowania przy scenariuszu optymistycznym, pesymistycznym i neutralnym;) oraz najważniejsze - wypuszczenia mnie na weekend do domu. Po trepanie trzeba godz leżeć na płasko, ale nie udało się nikomu mnie utrzymać na leżąco. Siedziałam z rogalem od ucha do ucha i zawijałam nogi o stojak z kroplówkami i absolutnie nic mnie bolało;) Co lepsza, kazałam sobie polewać sok jabłkowy, a raczej go oszczędzam, bo ma cukier, cóż człowiek na haju jest bardzo stanowczy;)

* Mam pytanie do medyków i innych ludzi medycyny, co dodajecie do tych głupich jasiów? THC? Co to w ogóle jest? Alkohol dożylnie? Nawet przy alkoholu jak się urwie film, to ma się jakieś przebłyski świadomości (przynajmniej tak słyszałam i czytałam w książkach ;)). A ja nie mam totalnie żadnych, a podobno byłam całkowicie świadoma.

* Najbardziej było mi wstyd przed moim lekarzem, bo nie wiem co mu nagadałam podczas tej biopsji;) A on się tylko śmieje i mówi, że sama kazałam sobie dać całą strzykawkę, bo ważę 60kg a nie 48;D Masakra. A na pytanie dlaczego mnie tak strasznie boli po tej biopsji, odpowiedział, że może "jakiś nerw mi pogmerał" ;)

* Z innej beczki. Nie potrafię się wczuć w sytuacje Agi ani Ali, bo nie jestem matką i nie wiem, jakie to jest uczucie być daleko od swoich dzieci przez długi czas, ale obserwuję je i strasznie im współczuję. Nie jestem w stanie też ich pocieszyć. Pewnie, że wiem jak to jest być daleko od kogoś, kogo się kocha (np. faceta;), ale to podobno coś innego;] inny rodzaj miłości. Dlatego co chwilę jestem świadkiem ich dołków, a nie mogę nic pomóc... I te ich gadki przez telefon "mamusia tęskni bardzo, ale jest bardzo chora i jeszcze musi poleżeć w szpitalu, ale jak wróci to będzie się z Tobą bawić cały dzień". Ja bym się rozbuczała na bank to mówiąc. Są naprawdę dla mnie bohaterkami. 

________________________________________________________________________________

16:55, dotiblox
Link Komentarze (2) »
wtorek, 28 sierpnia 2012

Naćpali mnie podczas biopsji.

Urwałam mi się film, nic nie pamiętam od momentu podania znieczulenia do tego jak się obudziłam;)

Pielęgniarka: Dorotka ile chcesz połówkę czy całą strzykawkę? Doktor ile jej dać?

D: Chcę całą!

I tyle pamiętam...

Resztę dowiedziałam się od moich roomies jak mnie przywieźli z biopsji. Podobno byłam bardzo pocieszna i non stop się śmiałam, ciągle powtarzałam, że dostałam całą strzykawkę i żądałam informacji o dalszym leczeniu;) A jak już mnie zmuliło to spałam "jak aniołek" 2 bite godziny. Ale wstyd! Nic nie pamiętam, z kim gadałam, podobno gadałam z moim bratem, czereśnia, przyszła nawet do nas pogadać Psycholożka, nasza pani Agnieszka, a kompletnie tego nie kojarzę. Już jestem pewnie na liście czubków.

A teraz mnie tak napierdala, chyba znieczulenie przestało działać. Matko, nigdy tak nie miałam, po żadnej biopsji.

Muszę zabrać trochę tego stuffu do domu, będzie lepsze od alkoholu na imprezy;)

 

A przed biopsją zrobiłyśmy sobie na balkonie piknik, kawusia i paluszki dla dzieci (mają mniej soli;) kroplówki do cienia, łyse pały pod kapturem, no cały dzień impreza;)

_________________________________________________________________________________

Snoop Dogg już nie jest "psem", przeszedł reinkarnację w klasztorze na Jamajce i jest teraz lionem;) Za bardzo wziął sobie do serca Smoke weed everyday! Śmiesznie reagguje;)

18:39, dotiblox
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Stwierdzam, że weekendy w szpitalu są najgorsze. Nic się nie dzieje. To jest takie leżenie i czekanie na pon, na wyniki albo na jakiekolwiek słowo od lekarza o postępach.

I co? Przychodzi dzisiaj do mnie ten jego przydupas i mówi, że granulocyty 0,01. Czyli tamto 0,06 to niestety jest zakres błędu pomiaru. Demotywuje strasznie ten brak progresu. Próbuję sobie tłumaczyć dlaczego nie rosną. Bo szpik jest osłabiony przez co się długo regeneruje. Bo na starcie już był ubogokomórkowy. Bo przy MDS-ach choroba jest tląca i bardziej oporna. Pewnie, że codziennie łudzę się, że podskoczyły, bo czuję to w kościach;) Robię wizualizację w mej już odmóżdżonej głowie, ale moja cierpliwość już jest na krawędzi, bo ile można czekać? 28dni?

Nie chcę czynniku wzrostu, bo to takie sztuczne podbicie, a ja jestem taka naturalna;) Wolałabym, żeby ten cholerny szpik sam się skapnął, bo co on tam robi do diaska? Mój apel do Ciebie jeb**** szpiku: Rozmawiałam już z Tobą, w sumie bluzgałam, ale no to Twoja wina, nie popisujesz się. Nad czym tak myślisz? Czego nie wiesz? Mam Ci przesłać kutwa smsa?! Czy to jest takie trudne? Wypluć z 3tys leukocytów, z tego połowę neutrofili? Płytek też nie umiesz? Ciągle musisz mi je zżerać, hemoglobina też Ci smakuje. Ale luźno, wybaczam, przetoczą mi, bez Ciebie dam radę. Chcę zaś TYLKO granulocyty. Daj mi je, a będę do końca życia grzeczna. W sumie... wiesz jak jest;) Ale się postaram!

 

PS

Aaa! Strasznie współczuję wszystkim, którzy czytają mojego bloga. Te wszystkie pierdoły z mojej głowy muszą być straszne. Jestem chora i w sumie tym można to wytłumaczyć;] Nie rozumiem dlaczego jest was coraz więcej tutaj. Przelewanie mojej frustracji wirtualnie mi pomaga, nie muszę wtedy reszcie truć dupy;) W każdym razie, you are very welcome here;) Nawet komcie mi piszecie, jestem autentycznie wzruszona;] 

PPS

Dzisiaj robię fotoreportaż, wkrótce zobaczycie jaki ciekawy, szpitalny świat nas otacza;D

_________________________________________________________________________________

Tikitikitikitikitikitiiiii!!!

15:05, dotiblox
Link Komentarze (7) »
niedziela, 26 sierpnia 2012

Kurwunia.

0,06.

 

Dr B: Dorotka, zmobilizuj się w końcu!

D: No, ale co mam zrobić?

Dr B: Obijasz się, nie chcesz iść do domu? Blablablaaaa (dalej nie słuchałam)

 

Zrobię wszystko, żeby iść domu, mogę do końca życia chodzić łysa, pracować ciężko fizycznie, wysłuchiwać pani pielęgniarki L, która przychodzi tu za karę i narzeka, że nie leci...., żreć suche bułki i zapijać wodą niegazowaną, odmawiać sobie cukru i jogurtów.

Naprawdę zrobię wszystko.

Tylko co?

Co pomoże?

...

14:25, dotiblox
Link Komentarze (6) »
piątek, 24 sierpnia 2012

Granulocyty 0,04.

Chcą mi zrobić biopsję w pon zobaczyć co się w szpiku dzieje. Jak dla mnie to gówięko się dzieje.

... 

Nie mam dzisiaj humoru. Jestem kobietą, mam prawo;]

Nawet sudoku mi nie wychodzi. W krzyżówkach przekręcam słowa;]

I odkryłam nowy, niesamowity zabijacz czasu, buduję miasta, dogadzam mieszkańcom, zwalczam przestępczość, nawożę pola i niweluję poziom smogu;] SimCity Societies. Wiem, żenada. 

________________________________________________________________________________________

Ten piszczący koleś jest uroczy.

17:02, dotiblox
Link Komentarze (3) »
czwartek, 23 sierpnia 2012

- A Ty co Dorotka, nie chcesz iść do domu?

- Co się tak obijasz z tymi wynikami?

- Leżakujecie tutaj dziewczyny a faceci na was w domu czekają!

- Lato się kończy, czekacie aż nasz park się zezłoci?

...

Granulocyty: 0,01.

Leukocyty: 0,4.

Płytki, tyle co kot napłakał, 28.

Hemoglobina: 4,8. Do życia. (Miesiączkujesz Dorotka to jesteś przyzwyczajona do takiej Hgb, prawda?)

24. doba po chemii.

Klatka i jamcia brzuszna czyste, bez zmian.

Dr nie jest zdziwiony, mówi, że spodziewał się tak długiej regeneracji, bo mój szpik był "ubogi" już na starcie.

1..2..3..4..5.. Jestem kwiatem lotosu;)

Sala nr 6 nieustannie przepełniona frustracją, brakuje nam niektórych słów, niecenzurowane tylko z głowy nie znikają, są takie naturalne teraz;)

_______________________________________________________________________________

Na uspokojenie Szade;) Jeden z moich szefów w pracy puszczał to sobie i bujał się na krześle co by się zrelaksować;D Też tak zrobię! Smoooooooooth operejta!

12:04, dotiblox
Link Komentarze (1) »
środa, 22 sierpnia 2012

Nasza fighterka, Aga, chłoniak z 3 naciekami na mózgu, wczoraj się dowiedziała, że z tomografu wynika, że 2 zmiany zniknęły po chemii, a trzecia się powiększyła i zmutowała, zmieniła strukturę. Okrutnie się podłamała. W sumie od niedz narzeka, że coś dziwnego dzieje się w jej głowie, oprócz tego że ogólnie wszystko wokół się kręci to nie może znaleźć słów albo nie czuje się sobą. A po wczorajszej rewelacji przypisała to wszystko nowemu koledze na mózgu. Podobno ma racje, bo ma prawo tak się czuć. Był też u nas pan Dr spec od mózgu, mega rozbawiły mnie jego badania.

pan Dr spec od mózgu: (macha jej głupkowato palcami przed oczami) Co ja teraz robię?

Aga: Zabawia pan dziecko?

Ach te eksperty od mózgu, myślą, że mamy nie po kolei na podstawie takich badań;) Nie dziwie się, że połowa ludzkości może być zaliczona do świrów. Oprócz tego nasza Aga wkurza się, bo jej córka skończyła roczek, a jej nie było przy tym, nie wypuszczą jej do domu nawet na godzinkę przed kolejną chemią, jeśli w ogóle wymyślą coś dla niej. Każdy tutaj wymięka w jakimś momencie, nawet tak cierpliwe anioły jak Agnieszka właśnie.

Ala zaś, po chemi ostrej jak siekiera, śpi większość dnia. A jak się odważy i coś zje to postanawia oddać to z powrotem. Ale dochodzi do łazienki, więc nie ma tragedii. Wczoraj w przypływie powera, zrobiła mi paznokcie, skromnego frencza;)

A do mnie przychodzi jakiś przydupas, zamiast mojego doktora. Jakiś student na praktykach pewnie. Ma ohydne spocone łapska (rękawiczki? spray antybakteryjny?) i nie umie mierzyć ciśnienia. Mam wrażenie, że się orientuję bardziej co mi jest, niż on sam. Próbowałam wyciągnąć od niego jakie mam wyniki, ale on dopiero przyszedł do pracy i poszedł na obchód, a doktor B mu jeszcze nie przekazał mojej teczki... Ręce opadają.

11:14, dotiblox
Link Komentarze (4) »
wtorek, 21 sierpnia 2012

Dzisiaj zaliczyliśmy tomograf mej jamy brzusznej i wklęśniętej już klatki piersiowej. Panowie i panie radiolodzy pewnie dostrzegą piękno mojego wnętrza i szybciutko je opiszą zdaniami wielokrotnie złożonymi;) Wyciągnęli mnie z łóżka, a siedziałam kutwa 2h w tej przeklętej poczekalni, gdzie ludzie byli bardzo dyskretni, lampiąc się bezszczelnie na moją łysą pałę. Pokazałabym im język, ale miałam maskę;] I te podanie kontrastu i "lekkie parcie na żyłę", jak je określają, to ściema, to jest kurka rozdzieranie wewnętrzne ostrymi pazurami wściekłego kota.

 

Pielęgniarka: Jest pani w ciąży?

Doti: Jakoś ostatnio nie było okazji.

Pielęgniarka: Ile pani waży?

Doti: Kiedyś 55, ostatnio trochę schudłam, bo nawet gacie mi spadają, pewnie z 48.

Pielęgniarka: Czy jest pani uczulona na kontrast?

Doti: Nie wiem, nie miałam żadnych testów w tym zakresie.

Pielęgniarka: Mhm. A dlaczego jest pani taka spocona?

Doti: Bo czekam na czczo w gorącej poczekalni w masce już 2h... 

AAAA !!!! Wściekam się od rana. Kocham NFZ!

 

Wyniki podskoczyły jakby rażone piorunem;p granulocyty były 0,01, dzisiaj są 0,02! Pewnie jakiś błąd pomiaru;) Szlak mnie trafi. A no i CRP mi urosło, ja pierdolę why? Dr nie chciał mi powiedzieć do ilu, myśli, że się nie dowiem, oj naiwny.

_____________________________________________________________________________

Myślę sobie ciągle: Take it easy! Take it easy! Jak dotrwam do końca i nie dostanę kurwicy od tego wszystkiego, będzie grejt sakses. Proszę o telepatyczne przesyłanie mi cierpliwości. 

 

12:36, dotiblox
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 sierpnia 2012

Z naszą Alą słabiutko. Haftuje, a nic nie je, ma gorączki i rozwolnienie. Te cholerstwo dopadnie każdego, nawet nie mając nic w ustach. Nie pojmuję tego. Wmusiłyśmy w nią suchą bułkę, żeby chociaż miała czym rzygać, ale wróciła z powrotem. Próbowałam ją pocieszyć: Wlali w Ciebie mnóstwo kreta, to teraz się przeczyszczasz! W sumie spójrz, całkiem spoko ta białaczka, nic Cię nie boli tylko masz kijową krew. Nie jesteś niepełnosprawna, ani nie padło Ci na łeb. Najlepszy nowotwór z możliwych! Niestety nie pomogło.

Mi też ryje banie. Za długo już, za długo. W porównaniu do poprzednich 5miesięcy spędzonych tutaj teraz to pikuś. Ale już naprawdę mam dość, wysiadam. Jedna płacze, bo nie może zobaczyć swoich dzieci (nie mogą wejść na oddział, bardzo przestrzegają tego). A druga ledwo dogorywa po workach trucizny, które w niej wlali. Idę oglądać Grę o Tron, przeniosę się na chwilę do innego świata;)

_______________________________________________________________________________

Jestem właśnie tam:

17:43, dotiblox
Link Komentarze (4) »
sobota, 18 sierpnia 2012

Proszę państwa, znowu jesteśmy przy włosach, no ale sami przyznajcie jak dużo dają;)

Wyniki mi jeszcze nie rosną, madafaka. Jutro to już bankowo muszą. A jak nie to zmówię różaniec bez kitu... 

21:57, dotiblox
Link Komentarze (1) »
czwartek, 16 sierpnia 2012

Wpada do nas laska z sali obok, ciągle nie wiem jak ma na imię, a ona mówi do mnie po imieniu... Wstyd spytać po takim czasie;] W każdym razie mówi, że znalazła turban Doti http://www.turbany-lidia.com/pl/sklep/turban-doti O em dżi... Jeszcze dali im moje imię! Dlaczego one są takie beznadziejnie babciowate? No offence dla babć.

To jest nisza na rynku, którą trzeba uzupełnić. Normalne chustki na głowę, w której kobieta nie czuje się gorzej niż łysa;] Popyt będzie w każdym szpitalu. Marże można sobie podbić, kobitki dadzą każdy pieniądz. Proponuję sprzedaż face-to-face. A gratis ładny make-up na poprawienie humoru. Stylistki byłyby niezbędne. Piszcie biznespalny peoples, może dotacje z unii będą;)

A peruki są już max babciowate, przymierzałam sporo innych lasek i jest tragedia. Przecież wszyscy wiedzą, że nie mam włosów. Po co udawać, że cudownie odrosły z dnia na dzień? I gorąco w niej, cała się pocę! Jeśli już kupię sobie jakąś imprezową - afro albo irokeza;-) albo długie złote loki a'la Violetta Villas. Of kors za kasę z NFZ-u.

W ogóle mam mnóstwo pomysłów na szpitalny biznes!  Kompoty bez konserwantów i cukru! Catering dla szpitali, bez parówek, mielonek i innego gówna. Stylistki, robiące make-up, manicure&pedicure - nic tak nie wpływa na dobry nastrój jak ładne paznokcie;) Wiadomo, jesteśmy kobietkami, próżne na wskroś nawet podczas chemii;) Zajęcia tematyczne;), gry i zabawy albo tam jakieś spotkania, co by zmniejszyć poziom ultra-nudy tutaj. Fitness na łóżkach z dobrą muzyką;) Odchamiające koncerty skrzypkowe;) no końca nie widać. Tylko kapitału początkowego brak. Drodzy sponsorzy, zapomnieliście o mnie?

_______________________________________________________________________________

Niektórzy twierdzą, że to piosenka na striptiz;)

10:26, dotiblox
Link Komentarze (4) »
środa, 15 sierpnia 2012

Alicja wyczytała gdzieś w necie, że są pewne ćwiczenia psychologiczne, żeby lepiej znieść chorobę. Trzeba stanąć blisko lustra, spojrzeć sobie w oczy, przyjrzeć się "nowej" twarzy (chyba chodziło o łysą pałę) i powiedzieć "mam raka, będę walczyć". To ustawiłyśmy się wszystkie 3 przed lustrem w naszej łazience, żeby sprawdzić czy to działa. Wypowiedziałyśmy zaklęcie no i zaczęłyśmy się śmiać;) a później wysmarowałyśmy sobie pałki magiczną oliwką z Maroka na porost włosów;) lubimy pierdoły psychologiczne z neta, są naprawdę głębokie;)

Do puli pustych i nic nie znaczących tekstów dodaję "Jesteś dzielna." Eh... gdzie ta moja dzielność i odwaga? Mając do wyboru chemie albo, siedzenie w domu i ,jak to mówi Dr Sz, powolną i wyniszczającą śmierć, nie trzeba być rycerzem, żeby wybrać chemie. Zresztą jak można walczyć z czymś co ma nad nami przewagę i nie da się tego kontrolować, ani przewidzieć? 0:1.

 

Dialog pt. "Placebo". Po dexavenie mogą swędzieć miejsca intymne, bo ze sterydami jest to cudo. Mówią też na to Jiiiiha;)

Michał the Pielęgniarz: Teraz podam pani taki lek na uczulenie, po którym będzie panią swędziało oko;)

Babka: (zaczyna się kręcić na fotelu, ale zdezorientowana drapie oko) Rzeczywiście, miał pan rację! Chyba coś mi wpadło do oka.

______________________________________________________________________________


10:27, dotiblox
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 sierpnia 2012

Przełamałam się i obejrzałam ostatnie odcinki House'a, chociaż wiele osób mi to odradzało, bo podobno jest chemia i ktoś miał umrzeć na raka;) Jakby mnie to jeszcze ruszało;P Gorzej by było jakbym to obejrzała w domu, a tutaj jakoś tak bardziej swojsko. Polecam wam, niesamowicie się kończy. W każdym razie rozbawiły mnie niektóre rzeczy:

1. Wilson trzymał kroplówkę z chemią w szufladzie! A na niej było coś napisane "chemotherapy drug". Haha! Nie orientuję się w 100% jakie są procedury, ale wydaję mi się, że chemię trzeba trzymać w lodówce i od momentu rozpuszczenia jej (bo to jest proszek) jest określony czas do wykorzystania, inaczej trzeba to wywalić do kosza, bo traci właściwości. A ten łeb trzymał to u siebie w gabinecie w pudełku. Na worku musi być napisane co to jest (składnik), dla kogo i godzina rozpuszczenia. I wielki warning LEK CYTOSTATYCZNY. No to akurat było. Przed podaniem musisz powiedzieć wierszyk jak się nazywasz, datę urodzenia i imię ojca;D w razie wu.

2. Dostał tylko 1 worek chemii i 1 kurację... Też nie wiem czy to możliwe przy nowotworze mózgu. Bo to mega mało.

3. Miał wenflon w żyle pod łokciem... Jak ktoś przychodzi na 1-dniówkę też dostaję wenflon w łapę, ale jeśli chemia jest ostra to by tą żyłę rozwaliła, a on wszystko ciągnął w tą jedną żyłę: chemię, sól fizjologiczną, przeciwbólowe... No ciekawe;)

4. Chemia trwała 1 dzień, 1 dzień był w dołku, a na drugi wrócił do pracy;) Salwejszyn;] Też niesamowite! Może na potrzeby serialu ciut to przyspieszyli;)

 

I piękny dialog na koniec wprowadzający pacjenta do leczenia:

House: Za głupotę (toast)!

Chwila, nie skończyłem jeszcze. Za ból mięśni i spazmy. Za połączone odczucie, jakby były odrywane, a w ich miejsce wstawiane kawałki rozbitego szkła.

Wilson: Powinienem cokolwiek z tego zapisać?

House: Twój żołądek wypełniony żółcią. Kiedy wymiotujesz, masz wrażenie, że ktoś wpycha ci w przełyk rozgrzany do białości młotek, rozrywający twoje ciało. Krew spływa w dół  twojego gardła, dławiąc cię i kneblując, zostawia tłusty, miedziany smak nadpalonej monety.

Wilson: Jestem onkologiem. Wiem...

House: Gdybyś wiedział, nie siedzielibyśmy tutaj. Dzień drugi: twoje białe ciałka znikają pozbawiając twój organizm możliwości obrony. Twoja temperatura sięga gwiazd. W jednej sekundzie czujesz, że twoja skóra jest w ogniu.W następnej jest jak zagrzebana w lodzie. Każdy nerw w twoim ciele zapala się w tym samym momencie, dopóki agonia nie przestanie być tylko słowem czy pomysłem...stanie się twoją jedyną rzeczywistością. Masz halucynacje. Marzysz o śmierci. A potem wyścig się zacznie. Czy twoje ciało da radę wycofać się w czasie, zanim wrogie organizmy i pasożyty wycofają je bezpowrotnie? Wygrywasz, żyjesz.Przegrywasz, umierasz.

Ładny opis, nie? Taki poetycki, sama lepiej bym tego nie ujęła;) Tylko z tą śmiercią trochę przesadzili ;]

18:37, dotiblox
Link Dodaj komentarz »